CHLEB 2.0

Cmentarz Świętych Niewiniątek w Paryżu, około 1550 roku.* Domena publiczna

O chlebie już było na tych stronach. Wracam jednak do tematu bowiem lubię dobry, świeży, aromatyczny chlebuś z „pancerną” skórką i smakiem, dla którego opisania musiałbym posiadać szekspirowską zdolność słowotwórczą. Niestety, nie posiadam. Zatem, zamiast tego, oferuję makabrę pseudochlebną. Wszakże ostrzegam wrażliwych, a szczególnie ultra wrażliwych: rzecz dotyczy historii sprzed 400+ lat, ale może wywołać torsje i/lub zaniechanie spożywania chleba naszego powszedniego, co najmniej na jakiś czas. Mówię poważnie i oświadczam, że skarg nie przyjmuję.
Odważnych zapraszam do artykułu Emily Monaco z 29 października 2018 roku, opublikowanego na portalu Atlas Obscura < link do tekstu oryginalnego/link to original text. Tłumaczenie moje.




W 1590 roku głodujący paryżanie mielili
ludzkie kości na mąkę

Podczas oblężenia desperacja zmuszała ludzi do
wygrzebywania szkieletów na cmentarzach.

W dniach poprzedzających Rewolucję Francuską Paryż głodował. Kolejne lata słabych zbiorów doprowadziły do powszechnego głodu i zamieszek chlebowych. Królowa Maria Antonina rzekomo miała wówczas powiedzieć: „Cóż, jeśli mieszkańców Paryża nie stać na chleb, niech jedzą ciasto!” Nie powiedziała tego. Byłej królowej przypisuje się, żę powiedziała „ Qu'ils mangent de la brioche ” czyli „Niech jedzą brioszki”. Ale de facto tego też nie powiedziała. Było to popularne zdanie przypisywane arystokracji w XVIII wieku, o którym dość często wspominał szwajcarski filozof Jean-Jacques Rousseau. Taki zgryźliwe zdanie nigdy nie zostało wypowiedziane przez królową. Wskazuje jednak, jak ważny dla Francuzów był chleb.

W XV i XVI wieku przeciętna osoba we Francji zjadała od 1,5 do 2,5 funta chleba dziennie. Ludzie zamożni cieszyli się również mięsem popijanym każdego dnia dwoma litrami wina. Ale dla biednych chleb stanowił większość ich diety. Kiedy więc brakowało pszenicy, Francuzi grozili głodem.

W Paryżu ryzyko głodu było najbardziej dotkliwe podczas oblężenia miasta.

Paryż w swojej długiej historii przetrwał liczne oblężenia. Wikingowie oblegali miasto w 845. W 1429 byli to Karol VII i Joanna d'Arc, a w 1870 Prusacy. W tych czasach oszczędności Paryżanie uciekali się do jedzenia wszystkiego, od koni wojskowych po szczury uliczne i zwierzęta z ogrodów zoologicznych. A podczas jednego szczególnie kłopotliwego oblężenia jedli nawet chleb pieczony z ludzkich kości.

Droga do tego makabrycznego aktu pieczenia została wybrukowana po śmierci króla Henryka III, w 1589 roku. Jego daleki kuzyn, Henryk III z Nawarry, był następcą tronu francuskiego. Mimo że został ochrzczony jako katolik, król Nawarry został wychowany jako protestant. W tym czasie we Francji toczyła się wojna wyznaniowa. Trwający 36 lat okres konfliktu między protestantami a katolikami pochłonął około trzech milionów istnień ludzkich. Nic więc dziwnego, że sukcesja Henryka była daleka od łatwej, prostej i przyjemnej. Zanim Henryk mógł objąć tron, musiała przetoczyć się jeszcze czteroletnia wojna domowa z potężną Ligą Katolicką, antyprotestancką grupą sprzymierzoną z Koroną Hiszpańską.

Po zwycięstwie nad Ligą w bitwie pod Ivry, Henryk ruszył w kierunku Paryża. Zagrożeni zbliżającymi się armiami chłopi opuścili w pośpiechu swoje włości i schronili się w mieście. Z czasem będą jednak mogli zacząć żałować tej decyzji.

Henryk przejął kontrolę nad kilkoma pobliskimi miastami, w tym Nogent-sur-Seine i Provins, zagrażając paryskim dostawom żywności. Rozkazał także spalić przy okazji wszystkie wiatraki, co w zasadzie uniemożliwiło paryżanom produkcję chleba.

Nadchodził maj – paryżanie zaczęli głodować. Miejscowi zaczęli zjadać konie i muły, a następnie także psy i koty. Następnie przeszli do spożywania trawy w parkach, aż wreszcie, w sierpniu, paryżanie zaczęli zadawalać się „chlebem Madame de Montpensier”. Według zapisu paryskiego pamiętnikarza, Pierre'a L'Estoile, z 25 sierpnia 1590 r., chleb został wykonany z „kości naszych przodków” i nazwany tak, ponieważ Madame de Montpensier, potężna członkini Ligi Katolickiej, „wysławiała ten nowo opracowany wypiek, oczywiście nie mając nawet zamiaru by go spróbować.”

Kaplica na cmentarzu Świętych Niewiniątek w Paryżu (skład kości zmarłych). Domena publiczna

Jak robi się chleb ze swoich przodków? Większość relacji wyjaśnia, że zdesperowani biedacy wykopywali kości z masowych grobów na Cmentarzu Świętych Niewiniątek. Następnie mielili kości na mąkę i piekli z tej mąki chleb. Henrico Davilia, włoski historyk i naoczny świadek, opisał to jako „podłe i makabryczne”, „wstrętne jedzenie tak zaraźliwe, że substancja pochodząca ze zmarłych tylko pomnożyła ich liczbę o wielu następnych”.

Ta mąka kostna nie była oczywiście idealnym zamiennikiem pszenicy. Na przykład, brak glutenu wywoływał brak kleistości ciasta na kostny chleb. A poza tym wygrzebane kości zdecydowanie nie są super żywnością. Gabriel Venel, w swoim Précis de matière médicale napisał: „Pomysł zredukowania ludzkich kości do proszku […] mógł pochodzić tylko z umysłu zasadniczo ignoranckiego i opanowanego przez głód i rozpacz. Kości nie są mączne, a po długim przebywaniu w wilgotnej glebie nie zawierają żadnych składników odżywczych”.

Ale nawet podczas oblężenia te praktyczne trudności były mniej niepokojące niż wyobrażenie o ekshumowaniu zmarłych, by nakarmić żywych. „Ten chleb”, pisze Madeleine Ferrières w swoich Nourritures Canailles, „jest zły z jednego prostego powodu: ma posmak świętokradztwa i antropofagii. Dla wielu to ohyda spustoszenia wewnętrznego”.

Uważa się, że powszechny głód i wynikające z niego 40 000 do 50 000 zgonów były decydującym czynnikiem dla króla Henryka, aby zauważyć błąd swojego postępowania. Pozwolił więc swojej armii na zaopatrywanie Paryżan w żywność. Wkrótce potem całkowicie zniósł oblężenie i przeszedł na katolicyzm i, jak na ironię, przyjął wiarę Kościoła w przeistoczenie.

O swoim nawróceniu rzekomo powiedział „Paryż jest wart mszy”.

____________________________________
* - Ilustracje pochodzą z oryginalnego artykułu

 WSZAWE

OPOWIEŚCI
Zmumifikowany dorosły mężczyzna z kultury Ansilta, z Andów San Juan w Argentynie, sprzed około 2000 lat Universidad Nacional de San Juan

For English version, please scroll down 

Zgadzam się w pełni z astrofizykiem Hawkingiem: „Jesteśmy tylko bardziej zaawansowaną rasą małp na małej planecie orbitującej wokół bardzo przeciętnej gwiazdy, ale rozumiemy Wszechświat, co czyni nas wyjątkowymi.”

Moim zdaniem, wyjątkowość ta wynika również z faktu, że wśród naczelnych jako jedyni jesteśmy obdarzeni przywilejem współistnienia z dwoma gatunkami wszy, ba, jesteśmy ich gospodarzami. Na głowach gościmy wesz głowową, wysoce spokrewnioną z wszą rezydującą na szympansach. W okolicach łonowych zdarza nam się pasać mendoweszkę, której krewne hasają radośnie na gorylim gospodarzu. Ale to nie wszystko. Wesz głowowa była wyraźnie mniej głupia niż to się jej przypisuje. Bo oto, kiedy dziesiątki tysięcy lat temu człowiek współczesny ruszył z Afryki na obszary Eurazji, z wszy głowowej wyodrębnił się podgatunek weszki odzieżowej, wielkiej miłośnicy fałd i zakamarków odzienia, jakie trzeba było zacząć nosić w zimnej Europie i innych regionach świata. Od tamtych czasów na pewno, ale nie wykluczone, że nawet przez grube setki tysięcy lat, gdy neandertalczycy i denisowianie zamieszkiwali zimne stepowe obszary Eurazji, wszawwe paskudztwo wygrzewało się w cieple tych osobników i żłopiąc krew kolejnych pokoleń, dotrwało do dnia dzisiejszego, mając się dobrze. Tak dobrze, iż w trzeciej dekadzie naszego dwudziestopierwszowiecznego, ultra-cywilizowanego świata, nawet wysokiej klasy hotele nierzadko przegrywają z pasożytem. Jednakże zmierzam z tym wszawym tematem do czego innego – bo oto właśnie okazało się, że oprócz dokuczliwości, wesz jest wysoce naukowo-pomocna. Tak, wiem, wszawo to brzmi, ale zapewniam, że wesz na prawdę jest scjentyczna.

Ufających mi, jak i niedowiarków zapraszam do artykułu, 
który dowiedzie tę wysoce nieprawdopodobną tezę.


Swędzący skalp głowy pomaga sklecić kawałki starożytnej przeszłości 

Naukowcy znajdują na głowach południowoamerykańskich
mumii
 ludzkie DNA zachowane w wydzielinie kitowej wszy.


 
W fikcyjnym Parku Jurajskim naukowcy zasłynęli z ekstrakcji DNA dinozaura z komara przechowywanego w bursztynie przez miliony lat. W nowej pracy, opublikowanej 28 grudnia 2021 roku w Molecular Biology and Evolution, naukowcy donoszą o podobnym osiągnięciu w prawdziwym życiu, aczkolwiek dotyczy ono znacznie młodszego materiału genetycznego, mianowicie ludzkiego DNA, zachowanego w klejopodobnym cemencie przytwierdzającym jaja wszy do głów mumii.

Wydzielina kitowa jest lepką substancją wytwarzana przez wszy głowowe, aby przyczepić jaja do uwłosienia ludzi lub zwierząt, co utrudnia ich usunięcie. W trakcie badań zespół naukowców z Wielkiej Brytanii, Argentyny i Danii odkrył, że kit wszy znalezionych na ośmiu mumiach argentyńskich sprzed niemal 2000 lat zawiera komórki ludzkiej skóry głowy z zachowanym DNA mumii. Dzięki sekwencjonowaniu DNA zespół był w stanie określić płeć mumii, oraz ustalić dowody genetyczne wskazujące, że populacja, do której należały mumie, przybyła w argentyńskie Andy z zachodniej Amazonii – prawdopodobnie z południowych rejonów lasów deszczowych dzisiejszej Wenezueli i Kolumbii.

Zespół przeanalizował również mitochondrialne DNA gnid (jaj wszy) i wykazał, że one też pochodzą z amazońskich lasów deszczowych, potwierdzając kierunek migracji ustalonej w badaniach ludzkiego DNA. Co więcej, lokalizacja gnid – tuż przy skórze mumii – wskazywała, że gospodarze byli prawdopodobnie poddawani ekstremalnie niskim temperaturom w czasie ich śmierci. Współautorka badania, Alejandra Perotti, biolożka z University of Reading badająca bezkręgowce, mówi magazynowi  Smithsonian: „Piękno zbierania informacji z gnid polega na tym, że są one przechowywane przez tysiące lat, przyczepione do włosów lub odzieży.”


Ludzki włos z gnidą przyczepioną „kitem” - Reading University

Kit wszy z głów mumii zachował również DNA środowiska, które nie należało ani do ludzi, ani do wszy, w tym ślady kilku szczepów bakterii i poliomawirusa komórek Merkla , który powoduje agresywnego raka skóry. Autorzy piszą w swoim badaniu, że jest to „najwcześniejszy bezpośredni dowód na ten ludzki patogen wirusowy”, oraz że praca ta zwraca uwagę na możliwość, iż wszy są wektorem rozprzestrzeniania się wirusa.

„Badania te po raz pierwszy wykazują, że starożytne powłoki gnidowe stanowią niezawodne źródło genomowego DNA zarówno żywiciela jak i nie-żywiciela” – pisze zespół w swojej pracy. Naukowcy sugerują, że powłoki te mogą być alternatywą dla analizy DNA wyekstrahowanego ze starożytnych zębów i kości, ponieważ te konwencjonalne metody często uszkadzają ludzkie szczątki, mające znaczną wartość kulturową. Używanie kitu wszy, który powszechnie znajduje się na starożytnych szczątkach ludzkich i odzieży, pozwoliłoby uniknąć takich uszkodzeń.

„Dzięki genetycznemu charakteryzowaniu ludzkiego żywiciela przy użyciu zaledwie garstki gnid zapobiegamy destrukcyjnemu pobieraniu próbek kości i zębów, które uszkadzają lub niszczą unikalne starożytne próbki. Zapobiega to również konfliktom z pokrewna im ludnością rodzimą, ponieważ mumie lub szkielet pozostają nienaruszone; wystarczy zaledwie kilka włosów zawierających gnidy”, wyjaśnia Perotti dla The Guardian.

W oświadczeniu na temat badań, ich współautor, Mikkel Pedersen z Uniwersytetu Kopenhaskiego, badacz starożytnego DNA środowiskowego, wyraża zaskoczenie ilością ludzkiego DNA znalezionego w kleistym kicie pasożyta. W wywiadzie dla The Guardian wyjaśnia, że zachowane w gnidowym kicie DNA wydaje się lepiej chronione przed uszkodzeniami chemicznymi niż w zębach lub kościach. Niemniej jednak Pedersen utrzymuje, że potrzebne są dalsze badania, aby ocenić potencjał gnidowego kitu jako alternatywnego źródła dla pozyskiwania starożytnego ludzkiego DNA. David Reed, biolog z Muzeum Historii Naturalnej na Florydzie, który nie brał udziału w tych badaniach, w komentarzu dla Smithsoniana nazywa tę pracę „niezwykłą.” „Po pierwsze, autorzy byli w stanie zsekwencjonować genom z tak małego i pozornie nieistotnego materiału wyjściowego, a po drugie wszy na tych głowach przyczyniły się do naszego zrozumienia migracji ludzi” i dodaje: „Wygląda na to, że wszy mają coś jeszcze więcej do powiedzenia o naszej historii.”

____________________________________________________

English version

Lice Stories

I fully agree with the astrophysicist Hawking: “We are just an advanced breed of monkeys on a minor planet of a very average star. But we can understand the Universe. That makes us something very special.”

In my opinion, this uniqueness results also from the fact that we are the only primates with the privilege of coexisting with two species of lice, moreover, we are their hosts. On our heads we host a head louse, closely related to the chimpanzee louse. In the pubic area, we sometimes feed a crab louse whose relatives play happily on gorillas. But that’s not all. The head louse was clearly less stupid than we thought it to be. When Homo Sapiens moved from Africa to the areas of Eurasia tens of thousands of years ago, a subspecies of body lice emerged from the head lice; lovers of folds and recesses of clothing that had to be worn in cold Europe and other regions of the world. However, it is not impossible that the nasty louse has survived to this day for hundreds of thousands of years, enjoying the warmth of Neanderthals and Denisovans and gobbling up the blood of their subsequent generations after they inhabited the cold steppe areas of Eurasia. When Homo Sapiens arrived and cohabited with the older cousins, the louse tasted their blood and it turned out to be very good. So good that in the third decade of twenty-first century of our ultra-civilized world, even some high-end hotels manage to lose to the parasite. I know this is kind of second-rate subject, therefore I am going to move now a step up. It turns out that in addition to being annoying, the louse is highly scientifically helpful. Yes, I know, it sounds quite nonsensical, but I can assure you that this parasite is highly scientistic.

I invite both those who trust me and those
who do not believe me to read the article,
which will prove this highly improbable thesis.

Chloe Tenn


 TYTOŃ

Zdjęcie zapożyczone z https://polski-tyton.pl/tyton-online


Nie pamiętam jakie papierosy paliła moja matka przeszło 65 lat temu, ale pamiętam, że świsnąłem jej jednego i schowałem za pewnym szarym misiem, z przykazaniem żeby pilnował go jak oka w głowie. Miał tam leżeć i czekać na chwilę gdy nikogo nie będzie w domu. Minęło kilka dni, sytuacja wciąż nie była klarowna na tyle, żeby zapalić, ale oto na biurku w tak zwanym „niebieskim pokoju” znalazłem odkorkowaną butelkę z czymś co podobno było do picia tylko dla starych. Nie wiedziałem wtedy nic o tym napoju, z wyjątkiem tego, że czynił ludzi jakoś bardzo skorych do chichotów i obdarzania mnie łakociami w ilościach niespotykanych kiedy indziej. Mamy i ojca nie było, a niania pichciła coś w kuchni, przyprawiając to swoją ulubioną melodią z Podola. Nie miałem pojęcia co to „Podole”, ale wiedziałem, że teraz albo nigdy... Pobrałem butelkę i nie roniąc ani kropli,  udałem się chyłkiem do dziecinnego pokoju, a potem wprost do wnętrza wielkiej szafy, której drzwi zawarłem od wewnątrz. Łyk, łyk, troszkę poleciało na koszulkę i spodenki, ale kto by się przejmował... sen łyknął mnie w takim samym tempie jak ja łykałem to ojcowe wino z głogu... Mama wróciła, mnie nie było. Dramatyczne poszukiwania trwały pół godziny, MO zostało zawiadomione o zaginięciu, ale zanim przyjechali zacząłem chrapać... i tym odgłosem wydałem się. Nie chciałem jednak wydać butelki. „Dobry soczek”, powiedziałem, patrząc w załzawione oczy matki i uśmiechając się szelmowsko na dowód odbytej inicjacji trunkowej. Na tytoniową czekałem zaledwie 24 godziny. Szary miś się sprawdził. Nie wydał, a ukryty papieros zachował wszystkie swoje walory. Mama wyszła, niania paliła sporta w ogrodzie, więc i ja zapaliłem. Pech mój polegał na tym, że mama wróciła do domu po coś czego zapomniała. Usłyszałem ją i natychmiast wrzuciłem pod szafę palącego się papierosa. Kroki mamy zdawały się oddalać w stronę schodów, co mnie uspokoiło na sekundę. Niestety, tylko na sekundę, bowiem w następnej stało się najgorsze – mama weszła do pokoju i zaciągnęła się głęboko powietrzem nasyconym dymem papierosowym. Wydarzenia następnych kilku minut sprawiły, że kolejnego papierosa zapaliłem wiele, wiele lat później. W tym, że ciągnęło mnie do dymka już od najmłodszych lat, upatruję wystąpienie u mnie skłonności typowej dla moich odległych przodków – jakiejś cechy regresywnej w postaci nieprzydatnego mojemu organizmowi instynktu. Oto bowiem, jak donosi Tosin Thompson na łamach magazynu Nature, tytoń używano już 12 000 lat temu, w związku z czym wcale nie zdziwiłbym się gdyby nawet ówczesne oseski sztachały się dymkiem, oczywiście chcąc nie chcąc. Per analogiam, przypomnieć nie wadzi o usypianiu niemowlaków makiem zawiniętym w szmatkę nasyconą alkoholem... ale, czekajcie no! To może i tę butelkę ojcowego wina tak jakoś atawistycznie pociągnąłem?  Eeeee, chyba nie.....
Ale, jakkolwiek by było, lepiej wracajmy do tytoniu...!


Spalone nasiona dowodzą,
że ludzie używali tytoniu
ju
ż 12 000 lat temu


Najwcześniejsze dowody na to, że łowcy-zbieracze z epoki kamienia żuli lub palili tę roślinę, zostały odkryte wśród pozostałości po prahistorycznym ognisku.

Oznacza to, że społeczeństwa zbieracko-łowieckie Ameryki Północnej używały tytoniu około 12
300 lat temu – 9 000 lat wcześniej niż wskazywały na to poprzednio udokumentowane źródła.

Używanie tytoniu rozprzestrzeniło się na całym świecie 
od końca XV wieku, po kontakcie w między europejskimi odkrywcami a rdzenną ludnością Ameryki Północnej. Ale badacze zagadnienia podjęli próby ustalenia precyzyjnie, jak i kiedy rośliny tytoniowe (Nicotiana spp.) zostały po raz pierwszy udomowione.

Daron Duke i jego wspólpracownicy z Far Western Anthropological Research Group w Davis w Kalifornii, odkryli najstarsze bezpośrednie dowody używania tytoniu w obozie łowców-zbieraczy na terenie Wielkiej Pustyni Słonej w stanie Utah. Wyniki opublikowali 11 października, 2021 roku w miesięczniku Nature Human Behaviour.

Miejsce to leży wzdłuż wyschniętego już koryta prehistorycznej rzeki, zwanej Old River Bed, gdzie ludzie obozowali między 13
000 i 9 500 lat temu. Podczas wykopalisk na terenie historycznego poligonu testowo-treningowego Sił Powietrznych USA w Utah, zespół badawczy odkrył palenisko zawierające między innymi cztery spalone nasiona tytoniu.

Badacze wykorzystali datowanie radiowęglowe od ustalenia wieku paleniska i jego zawartości. Same nasiona tytoniu były zbyt małe i kruche, aby można je było datować, ale ustalono, że inny spalony tam materiał drzewny miał około 12
300 lat. Założono więc, że zwęglone nasiona tytoniu były równie stare.

Chociaż nie można powiedzieć z całą pewnością, w jaki sposób tytoń był używany, fakt że pozostały tylko nasiona, sugeruje, że liście i łodygi tytoniu – części o działaniu odurzającym – zostały skonsumowane. Nasiona, które są małe i łatwo przylegają do lepkich włosków rośliny, mogły zostać zebrane wtedy, gdy zrywano części kwitnące. „Ludzie w plejstocenie prawdopodobnie palili lub żuli tytoń w podobny sposób, jak używa się go dzisiaj”, mówi Jaime Kennedy, archeolożka z Uniwersytetu Stanowego w w Eugene, 
Oregon .

Kości z kaczki

Artefakty znalezione w palenisku i wokół niego uzupełniają kontekst znaleziska. Należą do nich fragmenty grota typu Haskett, powszechnie używanego przez łowców-zbieraczy w Ameryce Północnej w plejstocenie. W tym przypadku, jak sądzą naukowcy, był używany do polowania na różne gatunki kaczek, bowiem na miejscu odkryto dużą liczbę kości ptactwa wodnego.

Zespół Duke'a znalazł również zwęglone nasiona innych roślin tradycyjnie spożywanych przez społeczności rdzennych Amerykanów: komosy (Chenopodium spp.), kalandrynii (Calandrina spp.) i traw śmiałek (Deschampsia spp.).

Naukowcy sądzą, że nasiona tytoniu prawdopodobnie nie trafiły do paleniska w sposób naturalny. Natomiast mogły one pochodzić z żołądków upolowanych kaczek lub z roślin rosnących w pobliżu paleniska. Tytoń rośnie jednak na wyżynach — z dala od mokradeł i typowych pokarmów dla ptactwa wodnego. Zatem „ptaki musiałyby być z dala od swojego naturalnego środowiska i jeść coś, co jest w zasadzie toksyczne i niesmaczne” – mówi Duke. Zbadał następnie ze swoim zespołem profil glebowy z tych okolic, z czasów zasiedlania ich przez człowieka. „Znaleźliśmy tylko pospolite rośliny bagienne, nie tytoń”, mówi.

Szczególnie interesujące jest to, że tytoń znaleziono wraz z nasionami roślin jadalnych, takich jak komosa, mówi Kennedy, i dodaje: „To odkrycie podkreśla starożytną symbiotyczną relację między ludźmi a roślinami, takimi jak tytoń, które adaptują się doskonale w glebach przekształconych antropogenicznie”.



 BEGUM SAMRU


Begun Samru (1750-1836) Źródło/Source


Nie wiem co to jest, przypadek czy jakaś wewnętrzna potrzeba, ale w ostatnim czasie babki mi się kręcą po blogu coraz częściej. Niedawno była Ebu Gogo, potem Paleolitki, a teraz wpadła mi w oko Kaszmirka o imieniu Begum Samru, urodzona jako Farzana Zeb un-Nissa, ale po przejściu na chrześcijaństwo znana Joanna Nobilis Sombre. Dlaczego „Joanna” wyjaśni się w tekście. Kobitka, przyznam, urody raczej nie na zabój, mimo to, jak wieść niesie, nawijała sobie facetów na pęczki, a oficerów ich królewskich mości przede wszystkim, choć nie tylko... Widocznie ta wątłej natury osóbka miała coś niezwykle gorącego i magnetycznego w sobie, coś co zdecydowanie górowało nad brakiem walorów estetycznych jej fizjonomii. Bez wątpienia były tym, jej wojowniczy charakter i niebotyczna figlarność - cechy wysysające szybko siły witalne człowieka, ale nie Begum. Jej zejście z tego padołu nastąpiło po 80-ce jako majętnej staruszki, tak majętnej, że zajęłaby 29-tą pozycję wśród najbogatszych ludzi świata AD 2021.
O tej kobiecie, zapomnianej nawet w Indiach, opowiada Priyanka Borpujari, niezależna dziennikarka, która publikuje obszerne relacje z Indii, Indonezji, Salwadoru oraz Bośni i Hercegowiny.
Artykuł opublikowany został oryginalnie w lipcu 2019 roku w National Geographic. Tłumaczenie moje.

I don't know what it is, a coincidence or some internal need, but lately the ladies are hanging around the blog more and more often. Recently, there was Ebu Gogo, then Paleolithic women, and now my eye caught a Kashmiri named Begum Samru, born as Farzana Zeb un-Nissa, who after converting to Catholicism assumed the name Joanna Nobilis Sombre. Why "Joanna" will be explained in the text. This petite woman, with a beauty rather not to die for, attracted men in bunches, mainly their royal majesty's officers, but not only. Apparently, this fragile person had something extremely hot and magnetic about her, something that outweighed the lack of aesthetic qualities of her physiognomy. They were undoubtedly both, her belligerent nature and sky-high playfulness - traits that quickly drain a person's vitality, but not Begum. She left this world in her 80s as a wealthy old woman, so wealthy that she would rank 29th among the richest people in the world in 2021..
The story of this woman, forgotten even in India, is told by Priyanka Borpujari, a freelance journalist who has reported extensively from India, Indonesia, El Salvador, and Bosnia and Herzegovina.


Zawadiacka Begum Samru
dowodziła armiami, miała litanię kochanków i 
po Joannie d'Arc
nazywała siebie, Joanna.
Priyanka Borpujari

Budynek z białego kamienia w centralnej dzielnicy targowej starego Delhi, z wyjątkiem małej tablicy na froncie nie różni się zbytnio od innych zaniedbanych budynków przy ulicy zatłoczonej sklepami elektronicznymi sprzedającymi wtyczki do prądu, drut miedziany, filmy rentgenowskie, czy żele do elektrokardiogramu. Pałac Bhagirath, jak informuje przechodniów tablica, był niegdyś okazałą rezydencją jednej z najpotężniejszych kobiet w Indiach: kurtyzany, która została najemniczką, następnie dyplomatką, a potem nawet królową.

W północnych Indiach, w XVIII wieku, Begum Samru była najwyższym rangą dowódcą wojsk w sile 3000, łącznie z co najmniej setką europejskich najemników. Utrzymywała dwór, nosiła turban, paliła hookah (fajkę wodną), jeździła konno, przeszła z islamu na katolicyzm i nazwała się Joanna, po Joannie d'Arc. Jednak dzisiaj jest w dużej mierze zapomniana, a Pałac Bhagirath jest jednym z zaledwie dwóch fizycznych świadków jej istnienia w opowieściach historycznych jej kraju.

Pałac Bhagirath - źródło/source (edited)

„Kobiety nie są uważane za uprawnione do bezpośredniego sprawowania władzy” – mówi Uma Chakravarti, znana historyczka i feministka. Nawiązuje do kobiet, które zajmują 78 z 543 miejsc w indyjskim parlamencie. Kobiety na potężnych stanowiskach muszą dziś pracować w cieniu mężczyzn będących na czele partii politycznych. Ale Chakravarti kontynuuje: „Begum Samru była w stanie wykorzystać moment politycznej przemiany, by wkroczyć w kuluary władzy i wynegocjować dla siebie przestrzeń”.

Ta przemiana polityczna była okresem wstrząsów i chaosu w XVIII wieku, gdy imperium Mogołów, które rządziło ogromnym subkontynentem indyjskim, stanęło w obliczu powstań ze strony lokalnych wodzów, oraz inwazji i kolonizacji brytyjskiej.

Begum Samru urodziła się w 1750 roku pod nadano jej imię Farzana. Niektórzy historycy twierdzą, że była córką muzułmańskiego szlachcica; inni twierdzą, że była sierotą wychowaną w kotha – tradycyjnym indyjskim domu przyjemności i rozpusty, gdzie kobiety tańczyły dla bogatych mężczyzn.

Aby stłumić lokalnych buntowników, królowie Mogołów wynajęli europejskich najemników – w tym Waltera Reinhardta z Austrii, który zyskał przydomek Rzeźnik z Patny po tym, jak w 1763 r. zabił tam 150 Anglików.

Żonaty, 45-letni Reinhardt został oczarowany przez 14-letnią Farzanę, którą zauważył w kotha (rodzaj domu publicznego). Połączywszy siły, utworzyli tandem mocy: parę najemników do wynajęcia.

Farzana oczarowała władców Mogołów na ich dworach. Namaścili ją pełnym czci tytułem Begum czyli królową. Ze względu na ponury charakter Reinhardta, zmodyfikowana wersja jego przydomka,  mianowicie, Le Sombre (Ponura), stała się źródłem jej nowego nazwiska: Samru. Gdyby była żoną Reinhardta, zauważa historyk Aditi Dasgupta, Begum Samru nie miałaby dostępu do wewnętrznych mechanizmów polityki władców i ich dworów. Małżeństwo umieściłoby kurtyzanę za kratami purdah, (kurtyna lub krata służąca segregacji płci).

Dom Begum Samru i jej ludzie (około1830) - źródło/source

„Nie trzymała się tradycyjnego postrzegania kobiet jako samo-ofiarny; zamiast tego zrobiła wszystko, co było konieczne, aby przetrwać jako władczyni” – mówi Archana Garodia-Gupta, autorka najnowszej książki „Kobiety, które rządziły Indiami: przywódcy, wojownicy, ikony”.

Po śmierci Reinhardta, Begum Samru — wszystkie jej 142 centymetry wzrostu — dowodziła armią i rządziła przez pięć dekad królestwem Sardhana, twierdzą Mogołów, 137 kilometrów na północny wschód od Delhi. Królowie Mogołów wzywali ją, gdy zostawali zaatakowani przez rywali. Begum miała zawsze gotową armię i talent do zawierania paktów z każdym, kto zaatakował Mogołów. Jeden z mogolskich monarchów nadał jej tytuł Zeb-un-nissa (Ornament wśród kobiet).

Begum Samru, według słów jednej z jej biografek, Julii Keay, była „jedyną wyemancypowaną hinduską kobietą, jaką większość z jej zagranicznych sympatyków kiedykolwiek spotkała. Wsłuchiwali się w każde jej słowo, jak opowiadała o czasach, które niewielu pamiętało, o armiach i okrucieństwach, galanterii i zdradzie.

Jej przygody wykraczały poza dwór. Wybierała jednego europejskiego kochanka po drugim, zawierając nawet pakt samobójczy z sekretnym francuskim kochasiem. Kiedy oboje uciekali przed atakiem, Begum Samru dźgnęła się sztyletem. Francuz, gdy zobaczył jej przesiąknięte krwią ubranie, zastrzelił się. On umarł, ale ona przeżyła. Uratował ją odtrącony irlandzki kochanek – robotnik portowy, który stał się najemnikiem. Po jego śmierci Begum Samru zaopiekowała się jego żoną i dziećmi.

Książka Garodii-Gupty opisuje życie 20 kobiet, które w dużej mierze zostały pominięte w tekstach historii Indii. Książka omawia dyplomację Begum Samru z Mogołami i Brytyjczykami. Po śmierci Reinhardta przeszła na katolicyzm i zbudowała bazylikę Matki Bożej Łaskawej w mieście Sardhana, której architektem był włoski oficer w jej armii.

Bazylika w Sardhana - źródło/source

„Wiedziała, że w przyszłości władcami będą Brytyjczycy i można było przypuszczać, że jej nawrócenie religijne miało ich zadowolić. A może naprawdę odnalazła swoją drogę w katolicyzmie” – mówi Garodia-Gupta.

„Nigdy nie jadła w obecności swoich gości, ale relacje różnią się co do tego, czy kiedykolwiek dotknęła wina… ale kiedy memsahibowie (Europejki) wyszły, dawała znak służącemu, aby przyniósł jej fajkę wodną, a następnie siadła wśród mężczyzn i aromatycznym dymie ich cygar” – napisała Julia Keay.

Begum Samru zmarła w styczniu 1836 roku. Kompania Wschodnioindyjska, brytyjska imperialna agencja w Indiach, odziedziczyła jej fortunę — około 55,5 miliona marek w złocie, jedną z największych indyjskich fortun tamtych czasów, co odpowiada niewyobrażalnym dziś 40 miliardom dolarów. Została pochowana pod bazyliką w Sardhana. W pobliżu ołtarza wznosi się wysoka na 18 stóp marmurowa rzeźba Begum Samru — jej tors owinięty szalem.

Po powrocie do starego Delhi, w rozpadającym się, wybrudzonym sadzami Pałacu Bhagirath, z jego wysokimi greckimi kolumnami, gdzie kupcy płci męskiej dominują na scenie handlowej, samotna starsza kobieta podtrzymuje ogień pamięci i buntu Begum Samru – choć tylko w swoim mayłm sklepiku z artykułami medycznymi, a nie na siedząc wysoko na tronie.

"Czego chcesz?" warknęła na mnie. „Nie mam dla ciebie czasu”.

 OD LUCY

DO WENUS

Strona tytułowa oryginalnej publikacji (edytowana)


For English version, please scroll down.

Zadałem sobie kiedyś pytanie o kobiecość i męskość - o to czy pojęcia te zdeterminowane są tylko biologicznie?, tylko kulturowo?, tak i tak?, a może na dodatek także środowiskowo? Odpowiedziałem sobie cztery razy tak, ale nie zadałem piątego pytania, mianowicie o to czy tak było zawsze? No i okazuje się, że było! Dowodzi tego artykuł profesorskiego małżeństwa, Anny i Jana Burdukiewiczów, zatytułowany „Od Lucy do Wenus” i opublikowany oryginalnie w magazynie popularnonaukowym Archeologia Żywa (nr 4/2009). Za zgodą Autorów zamieszczam ten niezmiernie interesujący tekst tutaj, uzupełniając go wersją angielskojęzyczną w moim tłumaczeniu. Wszystkie ilustracje pochodzą z oryginalnego materiału w AŻ.

I once asked myself a question about femininity and masculinity: are these notions determined only biologically?, only culturally?, as one and the other?, and perhaps also environmentally? And I answered YES four times, but I didn't ask myself the fifth question, namely, was it always like that? It turns out that it was! The answer came in an article "From Lucy to Venus" published by, Anna and Jan Burdukiewicz, in the popular science magazine Archeologia Żywa (No. 4/2009). With the consent of the Authors, I present this extremely interesting text here, supplementing it with the English version in my translation. All illustrations come from the original material in AŻ.




Czym były paleolityczne Wenus? Amuletami, podobiznami ukochanych czy może nawet wczesnymi przejawami pornografii... Interesujący jest sposób przedstawiania ciała kobiecego – skupianie się zwłaszcza na piersiach, pośladkach oraz organach rodnych.

Wenus z Dolnich Vestonic
Petr Novák, Wikipedia
Poznane obecnie dzieje rodzaju ludzkiego sięgają około 2,6 mln lat. Dymorfizm płciowy (zróżnicowanie osobników męskich i żeńskich tego samego gatunku – przyp. red) rozwinął się jednak o wiele wcześniej, a wśród naszych przodków wyraźnie widoczny był już u australopiteków. Od listopada 1974 r. najsłynniejszą przedstawicielką tego rodzaju jest „Lucy” – określona w systematyce biologicznej jako Australopithecus afarensis, której dobrze zachowany szkielet odkryto w okolicach Hadar (Etiopia). Żyła tam około 3,2 mln lat temu i była już istotą w pełni dwunożną, o pojemności
czaszki zaledwie 375-500 cm3 (obecnie u kobiet średnio 1250 cm3), o wzroście około 1,1 m i wadze 29 kg. Lucy dożyła tylko około 20 lat i wykazywała jeszcze wiele cech małpich, ale ewoluowała już w kierunku postaci ludzkiej, co w oczach wielu badaczy uczyniło ją „matką ludzkości”.

Lucy – nazwana tak od modnej piosenki Beatlesów – jako pierwsze imię otrzymała „Denkensh”, co w języku lokalnym oznacza „Jesteś cudowna”. Była przedstawiana na wielu wystawach i doczekała się licznych opracowań, z których do najbardziej znanych należy książka „Marzenie Lucy”, określona jako „opowieść naukowa”, przygotowana przez Francuzów: pisarza P. Pelota, grafika T. Liberatore’a oraz archeologa z College de France, prof. Y. Coppensa, jednego z odkrywców Lucy.


Od czasów Lucy ciało kobiet uległo dużym zmianom ewolucyjnym. Straciło ono wiele wcześniejszych cech naczelnych i jak napisał D. Morris, autor „Nagiej kobiety”: Każda kobieta ma piękne ciało – piękne dlatego, że stanowi wspaniały efekt końcowy ewolucji trwającej miliony lat.
Rekonstrukcja Lucy –Australopithecus afarensis
z Hadar (Etiopia wg D. Johansona)

Wyobrażenia ciała kobiecego i kobiecości fascynują ludzkość od setek tysięcy lat. Były one przedstawiane w postaci rzeźb, płaskorzeźb oraz rysunków czy malowideł, w całości lub w szczegółach anatomicznych.

Do najwcześniejszych takich przedstawień należy obecnie znalezisko z Berekhat Ram (Wzgórza Golan), z 1986 r. Była to bryłka bazaltowego tufu (3,5×2,5×2,1 cm), która – zdaniem wybitnego znawcy sztuki paleolitycznej, A. Marshacka – nosi niewielkie modyfikacje i wyraźnie przypomina figurkę kobiecą. Pochodzi ona z osadu między dwiema warstwami bazaltu i jest datowana na około
230–500 tys. lat temu. Jednak nie wszyscy zgadzają się z tą opinią i część badaczy sądzi, że jest to raczej naturalna bryłka kamienia, która tylko przypomina sylwetkę kobiety. Jeszcze bardziej sporna jest domniemana figurka antropomorficzna ze stanowiska kultury aszelskiej Tan-Tan w Maroku.

Do najstarszych uznanych figurek Wenus należą znaleziska kultury oryniackiej (35–28 tys. lat temu). Jest to pierwsza kultura górnopaleolityczna, wiązana z upowszechnieniem się Homo sapiens sapiens w Europie. Utrwaliły się wówczas nowe techniki obróbki kamienia, produkcja wyrobów kościanych oraz rozwinięta sztuka paleolityczna, w tym przedstawienia ludzi, zwłaszcza nagich kobiet.

Do najstarszych przedstawień kobiecych w tej kulturze, odkrytych we wrześniu 2008 r., należy obecnie figurka Wenus (dł. 6 cm), z jaskini Hohle Fels koło Schelklingen (Badenia-Wirtembergia, Niemcy), wykonana z ciosu mamuta i datowana na około 35 tys. lat temu. Wzbudziła ona wiele dyskusji w prasie, ponieważ część badaczy uznała ten sposób wyrażenia cech płciowych (wydatne piersi oraz organy rodne) za przypominający obecne przedstawienia pornograficzne.

Kolejnym przedstawieniem kobiety oryniackiej jest Wenus z Galgenberg, koło Stratzing (Dolna Austria), zwana także „Fanny” albo „Tancerką” (od wiedeńskiej tancerki Fanny Elssler), odkryta na stanowisku oryniackim. Figurka została wykonana z bryłki zielonego serpentynitu (dł. 7,3 cm). Przedstawia ona kobietę w pozycji tanecznej lub rytualnej z jedną ręką opartą na biodrze, a drugą uniesioną do góry i zgiętą w łokciu. „Tancerka” pochodzi z warstwy datowanej metodą radiowęglową na około 33–32 tys. lat temu.

Przedstawienia kobiet występują najliczniej w kulturach graweckich (28–20 tys. lat temu) oraz magdaleńskich (17–12 tys. lat temu) na zachodzie oraz epigraweckich na wschodzie Europy (20–10 tys. lat temu). Obecnie jest znanych około 250 figurek Wenus wykonanych z różnych surowców (kamień, kość słoniowa, wypalana glina, itp.) o wielkości od kilku do kilkudziesięciu cm. Do największych należy płaskorzeźba trzech kobiet (o wys. 1,6 m – od piersi do stóp) z Roc-aux-Sociers w Angles-sur l’Anglin (dep. Vienne, Francja).

Występowanie przedstawień kobiet paleolitycznych skupia się w niektórych regionach Eurazji i dlatego badacz sztuki paleolitycznej H. Delporte zaproponował ich podział według kryteriów geograficznych:
Grupa Pirenejów i Akwitanii – 82 przedstawienia (w tym Lespugue, Laussel i Brassempouy);
Grupa śródziemnomorska – 17 przedstawień (Savignano i Balzi Rossi);
Grupa dunajsko-reńska – 61 przedstawień (Hohle Fels, Willendorf, Dolní Věstonice i Gönnersdorf);
Grupa rosyjsko-ukraińska – 54 przedstawienia (Avdiejevo, Gagarino i Kostenki);
Grupa syberyjska – 31 przedstawień (Malta i Buret).
Po ostatnich odkryciach w Wilczycach oraz Dzierżysławiu do tego zestawienia możemy dodać grupę polską, która liczy obecnie kilkanaście figurek magdaleńskich.

Inny spór wiąże się z problemem, czy przedstawienia figuralne kobiet świadczą o związkach kulturowych między grupami łowców i zbieraczy z tak rozległego obszaru. Prof. A. Leroi-Gourhan, jeden z najwybitniejszych znawców sztuki paleolitycznej na podstawie sposobów przedstawiania szczegółów anatomicznych ciała ludzkiego zakładał, że takie związki istniały. Inni badacze jednak odrzucają tę hipotezę, z uwagi na bardzo szeroki zasięg czasowy i przestrzenny.

 
Sposoby ukazywania sylwetek kobiet w sztuce paleolitycznej i Playboy Magazine (1979):
1 – Hohlenstein, 2 – Petersfels, 3 – Laugerie-Basse, 4 – Les Combarelles, 5 – Pech-Merle, 6 – El Pendo (wg E.D. Guthrie)

Najwięcej dyskusji budzi sposób przedstawiania zdecydowanej większości kobiet. Są to na ogół wyobrażenia dość realistyczne, zwykle w postaci rzeźb lub płaskorzeźb z przerostem (hypertrofia) środkowej części ciała w stosunku do głowy i nóg oraz stylizacją głowy i organów seksualnych. W sztuce magdaleńskiej występują także liczne przedstawienia organów rodnych, a figurki kobiet wykazują stopniowe przechodzenie do schematyzmu w postaci znacznego uproszczenia sylwetki kobiecej aż do przedstawienia tylko korpusu, z uwypukleniem pośladków i piersi. Sztuka mobilna przenika wraz z osadnictwem magdaleńskim do środkowej Europy, w tym do Polski.

Jednym z najpiękniejszych znalezisk tego rodzaju jest „Dama z Brassempouy” (dep. Landes, Francja). Fragment zachowanej figurki wyróżnia się realistycznym ujęciem twarzy (jak dotąd najstarszym na świecie) oraz niezwykle starannie przedstawionym nakryciem głowy, co świadczy o 

Dama z Brassempouy lub „Pani w kapturze” –
figurka o dł. 3,65 cm, wykonana z ciosu mamuta 
(dep. Landes, Francja)

doskonałej technice artysty sprzed 26 000 lat. Pracownicy, którzy tego odkrycia dokonali, nazwali ją "Gruszką" (La Poire), ze względu na charakterystyczny kształt.

Niekiedy przedstawienia kobiet są interpretowane także jako wyraz kultu płodności, bogini-matki, ale prawie wszystkie figurki pochodzą z obozowisk, a nie z grobów, a więc trudno jest wykazać ich znaczenie religijne. Jednakże mogły mieć one zastosowania magiczne, takie jak obrona przed złymi duchami, chorobami czy odpędzanie zła. Wskazuje na to umieszczanie figurek w lewej części szałasów, np. na syberyjskich stanowiskach Malta i Buret.

Niezależnie od tego, czym były paleolityczne Wenus, amuletami czy też wczesnymi przejawami miłości do kobiet – podobiznami ukochanych, a nawet pornografii, interesuje nas przede wszystkim sposób przedstawiania ciała kobiecego. Uderzające jest skupianie się na cechach żeńskich, a zwłaszcza na piersiach, pośladkach oraz organach rodnych. Poza nielicznymi wyjątkami, jak w Brassempouy czy główki kobiety z kokiem z Dolních Věstonic (Morawy), zwykle schematycznie przedstawione są głowa i stopy.

Jeśli spojrzymy na figurki pod względem zróżnicowania budowy ciała kobiet współczesnych, okazuje się, że są one zgodne z prostymi kryteriami, stosowanymi obecnie w czasopismach kobiecych. Bez trudu znajdziemy wśród nich sylwetki określane jako: „klepsydra”, „odwrócony trójkąt” lub „tulipan”, „trójkąt” lub „gruszka”, „prostokąt” lub „banan”, „owalna” lub „jabłko” czy „romb”.

Sylwetki kobiet w paleolicie i obecnie: 1 – „klepsydra” – Galgenberg; 2 – „odwrócony trójkąt” – Malta, 3 – „trójkąt” – Jelisiejewiczi; 4 – „prostokąt” – Avdiejevo; 5 – „owalna” – Aix-en-Provence;
6 – „romb” – Willendorf  (J.A. Burdukiewiczowie)

Zakres zmienności budowy ciała kobiet
współczesnych (linia czerwona) i Wenus
paleolitycznych (linia zielona) na somatokarcie
A. J. Burdukiewiczowie
Budowa fizyczna ludzi, a zwłaszcza kobiet jest bardzo zróżnicowana i powstało wiele odpowiednich 
klasyfikacji. Do najbardziej znanych należy system typologiczny W.H. Sheldona, który umożliwia ilościowy opis kształtu i składu ciała ludzkiego, przedstawiając budowę ciała jako całość, z uwzględnieniem u każdego osobnika poziomu rozwoju trzech komponentów: endomorfii, mezomorfii i ektomorfii. Te komponenty różnicują populacje ludzkie w zależności od cech dziedzicznych, czynników środowiskowych (odżywienia, aktywności fizycznej itp.) oraz płci i wieku.

Endomorfia reprezentuje rozwój otłuszczenia ciała, mezomorfia przedstawia masywność szkieletu i wielkość umięśnienia, a ektomorfia odnosi się do „smukłości ciała”. Budowę ciała można określić kodem trzycyfrowym (nazywanym somatotypem), w którym na pierwszym miejscu znajduje się komponent endomorfii, na drugim – mezomorfii, a na ostatnim – ektomorfii.

Somatotypy przedstawia się na tzw. somatokarcie, będącej trójkątem równobocznym, w którego kątach znajdują się skrajne typy budowy. Typ endomorficzny (7-1-1) charakteryzuje duży tułów, silne otłuszczenie ciała i słabe umięśnienie. Sylwetka typu mezomorficznego (1-7-1) jest masywna, o 
wyraźnie zaznaczonym i dobrze rozwiniętym umięśnieniu oraz stosunkowo ciężkim szkielecie. Typ ektomorficzny (1-1-7) cechuje natomiast drobny kościec, słabe umięśnienie i niewielka ilość podskórnej tkanki tłuszczowej. W miejscu przecięcia dwusiecznych kątów znajduje się somatotyp, w którym komponenty budowy ciała są równomiernie rozwinięte.

Kobiety cechuje większe otłuszczenie ciała w porównaniu z mężczyznami, co się wyraża w ich budowie. Mężczyzn wyróżnia natomiast silniejszy rozwój mezomorfii. Większe otłuszczenie występujące u płci żeńskiej widoczne jest w zakresach zmienności komponentów budowy współczesnych kobiet europejskich. Na somatokarcie, somatotypy kobiet współczesnych są przesunięte w większym stopniu poniżej osi ektomorfii, na obszary typów endomorficznych: endo-mezomorficzne i endo-ektomorficzne.

W budowie endo-mezomorficznej występuje dominacja endomorfii, natomiast na drugim miejscu pod względem stopnia rozwoju znajduje się mezomorfia, co znajduje odzwierciedlenie w mniejszej dysproporcji między wielkością górnej (szerokość barków i klatki piersiowej) i dolnej części tułowia (okolica bioder). W typach ekto-endomorficznych zaobserwować można wyraźniej zaznaczoną większą masywność dolnej części tułowia.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, zakres zmienności budowy somatycznej przedstawionej w postaci paleolitycznych figurek kobiecych nie odbiega od zróżnicowania somatycznego współczesnych kobiet. Jednak obejmują one głównie segment tego przedziału, a mianowicie są to najczęściej przedstawienia budowy endomorficznej o różnym stopniu rozwoju względnego otłuszczenia ciała.

Zazwyczaj wydaje się, że upodobania estetyczne, w tym wybór partnerów życiowych, zależy głównie od upodobań i kryteriów kulturowych. Przykładowo niektórzy mężczyźni wolą kobiety o bardziej obfitych kształtach, a inni szczupłe. Podobnie jest z wielkością piersi, pośladków czy długością włosów. Okazuje się, że w kulturach nękanych brakami żywności cenione są kobiety o obfitych kształtach (np. Buszmeni, Papuasi, itp.), co jest wyrazem dostatku i zdrowia. Natomiast w kulturach zasobnych w żywność preferowane są kobiety bardziej szczupłe lub średnich kształtów – co jest u nich wyrazem lepszego zdrowia oraz wyższej pozycji społecznej. Z tego punktu widzenia interesujące jest, że wśród społeczności paleolitycznych najwięcej figurek kobiet masywnych wystąpiło na zachodzie Europy, a kobiet szczupłych na wschodzie Europy i na Syberii.

Ciekawą cechą fizyczną, zasługującą na podkreślenie jest częsta obecność steatopygii, czyli odkładania
się większej ilości tłuszczu na pośladkach, której towarzyszy niekiedy zaburzenie statyki ciała oraz znaczna lordoza (łukowate wygięcie kręgosłupa w stronę brzuszną – przyp. red). Cechy te mają podłoże rasowe i genetyczne, ale ich znaczenie nie jest w pełni wyjaśnione. U ludów pierwotnych steatopygia ujawnia się w okresie dojrzewania, co jest uznawane za oznakę płodności i gotowości do zamążpójścia. Steatopygia często była ideałem kobiecości u ludów pierwotnych, co zapewne wyraża się jej częstym wstępowaniem w sztuce paleolitycznej, jak np. w Gönnersdorf.

Budowa ciała jest ważną cechą przystosowawczą w ewolucji biologicznej. Jak się okazało na podstawie licznych obserwacji, takim miernikiem ukazującym dobry stan zdrowia, jest stosunek obwodu talii do obwodu bioder (WHR), czyli tzw. uskok, który u zdrowych kobiet o dobrych zdolnościach rozrodczych wynosi od 0,67 do 0,8, natomiast u mężczyzn w granicach 0,85 do 0,95. Z wszystkich cech budowy ciała właśnie „uskok” około 0,7 okazuje się najważniejszą cechą, cenioną u kobiet przez mężczyzn wszystkich kultur.

Naturalnie, męskie upodobania, jeśli chodzi o ujmowanie przedstawiania urody kobiecej, są dość zróżnicowane, ale okazuje się, że i w tym przypadku pewne ujęcia mają długą tradycję. Amerykański etolog prof. E.D. Guthrie analizował najbardziej seksowne pozy kobiet współczesnych w znanym czasopiśmie Playboy Magazine i zaobserwował duże podobieństwo do kilku głównych sposobów erotycznego prezentowania ciała kobiecego na wyobrażeniach paleolitycznych. A więc i w tym zakresie jesteśmy bardzo podobni do naszych przodków sprzed ponad 20 tys. lat.

Warto dodać, że, co wiemy na podstawie różnych estymacji, kobiety w paleolicie górnym miały średnio 162 cm wzrostu oraz 61 kg wagi, podczas gdy mężczyźni mierzyli 174 cm, a ważyli 71 kg. Ich wskaźnik masy ciała (BMI) wynosił 23,2 i 23,3, a więc mieści się nawet w obecnych normach europejskich, która dla kobiet o przeciętnej wadze znajduje się w przedziale 18,5–24,9. Obserwacja ta jest jak najbardziej poprawna. Ogólnie rzecz biorąc, łowcy i zbieracze rzadko cierpieli na otyłość, wbrew częstym przedstawieniom kobiet o obfitych kształtach w sztuce paleolitycznej. Nadwaga mogła być przejawem zaburzeń rozwojowych lub zwyczajnie przekwitania kobiet. Tęgie kobiety z wyobrażeń paleolitycznych były raczej wyjątkiem, a nie regułą.

W przedstawieniach kobiet w paleolicie odnajdujemy więc wiele elementów biologicznych i społecznych. Bez wątpienia obok zagadnień związanych z przetrwaniem gatunku (płodnością) dużą rolę odegrał erotyzm jako wyraz uwielbienia dla urody ciała kobiecego oraz zapewne sprawy wierzeniowe i magiczne. Niezwykły artyzm przejawiający się w pełnym wyrazu ujęciach urody kobiet o różnej budowie ciała nieustająco budzi nasz podziw.

Ponadto zastanawiający jest uniwersalizm przedstawień najbardziej ujmujących cech kobiecości w różnych kulturach, w bardzo długim okresie czasu. Ujęcia te mają wcześniej charakter realistyczny – kultury oryniackie i graweckie, a później stają się bardziej schematyczne, ale równie ekspresyjne – jak zarysy piersi i pośladków w kulturach magdaleńskich, wykonywane z kości słoniowej, różnych skał, w tym w krzemieniu, jak to miało miejsce w przypadku niedawno odkrytego stanowiska w Wilczycach koło Sandomierza.

Ewolucja urody kobiecej od Lucy do Homo sapiens polegała na wykształceniu się nowych cech sylwetki kobiety, którą od innych samic naczelnych wyróżniają zwłaszcza wyprostowana postawa ciała, wypukłe pośladki oraz zaokrąglone piersi. Uroda jest jednym z przejawów zdrowia, a tym samym ważnym kryterium doboru naturalnego. U ludzi cechy te, oprócz wartości rozrodczej, zaczęły pełnić ważną rolę społeczną i stały się istotą ekspresji erotyzmu i miłości (stała gotowość seksualna konieczna do podtrzymania monogamii oraz długotrwałej opieki nad potomstwem). Artyści paleolityczni, którzy wyrazili swoje uczucia w rzeźbach i rytach wiele tysięcy lat temu, w genialny sposób uchwycili za pomocą kilku linii istotę piękna kobiecego ciała, podobnie jak je widzimy dzisiaj.

O autorach:
Prof. Anna Burdukiewicz jest kierownikiem Zakładu Antropologii Fizycznej w Instytucie Sportu Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu.

Prof. dr hab. Jan Michał Burdukiewicz jest kierownikiem Zakładu Archeologii Epoki Kamienia w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego


___________________________________________________________________________________

FROM LUCY 
TO 
VENUS 

What were the Paleolithic Venuses? Amulets, images of loved ones or perhaps even early manifestations of pornography ... The way the female body was depicted is quite interesting - focusing especially on the breasts, buttocks and reproductive organs.

The history of mankind dates back to about 2.6 million years. However, sexual dimorphism (differentiation of males and females of the same species – editor’s note) developed much earlier, and among our ancestors it was clearly visible in Australopithecus. The most famous representative of this genus is "Lucy", whose well-preserved skeleton was discovered near Hadar (Ethiopia) in November 1974 and defined in biological systematics as Australopithecus afarensis. “Lucy” lived there about 3.2 million years ago and was already a fully bipedal creature, with a skull capacity of only 375-500 cc (currently on average 1250 cc in women), with a height of about 3'6'' and weight 64 lb. Lucy lived only about 20 years and showed many more monkey features; however, she had already evolved into a human form, which in the eyes of many researchers made her the "mother of humanity".

Lucy - named after a fashionable Beatles song - was given her first name as "Denkensh", which in the local language means "You are wonderful". She has been presented at many exhibitions and has been published in numerous studies, the most famous of which is the book "Lucy's Dream", described as a "scientific story" by the French writer P. Pelot, the graphic artist T. Liberatore, and the archaeologist from the College de France, prof. Y. Coppens, one of Lucy's discoverers.

The body of women has undergone major evolutionary changes since the time of Lucy. It has lost many of its earlier primate features, and as D. Morris, author of Naked Woman, wrote: Every woman has a beautiful body - beautiful because it is the wonderful end product of an evolution that has lasted millions of years.

Preoccupation with the female body and femininity have fascinated humanity for hundreds of thousands of years. They were presented in the form of sculptures, bas-reliefs, drawings or paintings, as a whole body or in anatomical details.

One of the earliest such depictions is the find from Berekhat Ram (Golan Heights) from 1986. It was a lump of basalt tuff (3.5 × 2.5 × 2.1 cm), which, according to A. Marshack, an eminent expert in Paleolithic art - wears minor modifications and clearly resembles a female figure. It comes from the sediment between two layers of basalt and is dated at around 230,000–500,000 years ago. However, not everyone agrees with this opinion and some researchers believe that it is rather a natural lump of stone, which only resembles the figure of a woman. Even more contentious is the alleged anthropomorphic figurine from the Acheulean culture site in Tan-Tan, Morocco.

The oldest recognized figures of Venus are finds from the Aurignacian culture (35–28 thousand years ago). It is the first Upper Paleolithic culture associated with the spread of Homo sapiens sapiens in Europe. During that time new techniques of stone processing, production of bone artefacts and Paleolithic art, including depictions of people, especially naked women, became developed.

One of the oldest figurines of women in this culture was discovered in September 2008 in the Hohle Fels Cave near Schelklingen (Baden-Württemberg, Germany). This 6-centimeter-long statue was carved around 35,000 years ago from a mammoth tusk. It aroused a lot of discussion in the press, as some researchers found this way of expressing sexual characteristics - prominent breasts and genital organs - resembling current pornographic representations.

Another statuette of Aurignacian woman is known as Venus of Galgenberg, near Stratzing (Lower Austria), known as "Fanny" or "The Dancer" (after the Viennese dancer Fanny Elssler). The figurine was made of a nugget of green serpentine (length7,3 cm). It shows a woman in a dance or ritual position with one hand resting on her hip and the other raised up and bent at the elbow. The "dancer" comes from a layer dated by the radiocarbon method at about 33-32 thousand years ago.

Figurines of women are most abundant in the Gravettian (28–20 kyr) and Magdalenian (17–12 kyr) cultures in the west and the Epigravettian cultures in eastern Europe (20–10 kyr). Currently there are about 250 figurines of Venus known, made of various materials (stone, ivory, fired clay, etc.), ranging in size from several to several dozen cm. One of the largest is the relief of three women (approx.5'3'' - from chest to toe) from Roc-aux-Sociers in Angles-sur l'Anglin (Vienne dep., France).

The occurrence of sculptures of Paleolithic women is concentrated in some regions of Eurasia, therefore the researcher of the Paleolithic art, H. Delporte proposed to divide them according to geographical criteria:
Pyrenees and Aquitaine Group - 82 figurines (including Lespugue, Laussel and Brassempouy);
Mediterranean group - 17 figurines (Savignano and Balzi Rossi);
Danube-Rhine Group - 61 statuettes (Hohle Fels, Willendorf, Dolní Věstonice and Gönnersdorf);
Russian-Ukrainian group - 54 figurines (Avdiejevo, Gagarino and Kostenki);
Siberian group - 31 figurines (Malta and Buret).
After the recent discoveries in Wilczyce and Dzierżysław (Poland), we can add to this list the Polish group, which currently includes a dozen of Magdalenian figures.

Another dispute centered on a question whether the figurative representations of women could be indicative of cultural ties between groups of hunters and gatherers from such a vast area. Professor A. Leroi-Gourhan, one of the most prominent experts in the Paleolithic art, assumes that such relationships existed. Other researchers, however, reject this hypothesis due to the very wide temporal and spatial range.

However, the most debatable problem among specialists is the manner in which most of women are shown. These images are generally quite realistic, usually in the form of sculptures or bas-reliefs with hypertrophy of the middle part of the body in relation to the head and legs, and stylization of the head and sexual organs. In Magdalenian art, there are also numerous depictions of reproductive organs, but the figurines of women show a gradual transition to schematicism through simplification of the female figure, with an emphasis on the buttocks and breasts.

One of the most beautiful finds of this kind is the "Lady of Brassempouy" (Landes, France). The 26,000 years old fragment of the figurine is distinguished by a realistic view of the face (so far, the oldest in the world) and an extremely carefully carved headdress, which proves the artist's excellent technique. The workers who made this discovery dubbed it "Pear" (La Poire) because of its characteristic shape.

Sometimes these sculptures of women are interpreted as an expression of the cult of fertility, mother goddess, but almost all the figurines come not the graves, but from the encampments, therefore it is difficult to demonstrate their religious significance. However, they could have magical applications, such as defense against evil spirits, disease, and warding off evil. This might be implied by the placement of the figures in the left part of the huts, e.g., in the Siberian sites of Malta and Buret.

Regardless of what the Paleolithic Venuses were, amulets or early manifestations of love for women - images of loved ones, or even pornography, we are primarily interested in the way the female body is presented. The focus on female characteristics, especially the breasts, buttocks and reproductive organs is evident. With a few exceptions, such as in Brassempouy or the head of a woman with a bun from Dolní Věstonice (Moravia), the head and feet are usually shown schematically.

If we look at the figurines in terms of the differentiation of the physique of modern women, it turns out that they comply with the simple criteria currently used in women's magazines. We can easily find among them figures described as: "hourglass", "inverted triangle", "tulip", "triangle" or "pear", "rectangle", "banana", "oval", "apple" or "rhombus".

Physical constitution of people, especially women, is very diverse and a variety of classifications have been developed. One of the best known is William Sheldon's typological system, which enables a quantitative description of the shape and composition of the human body. It presents the body structure as a whole, taking into account the level of development of each individual's three components: endomorphic, mesomorphic and ectomorphic. These components differentiate human populations according to their hereditary characteristics, environmental factors (nutrition, exercise, etc.), as well as gender and age.

The endomorphy represents the development of body fat, the mesomorphy represents the bulk of the skeleton and the level of muscularity, and the ectomorphy relates to the "slenderness of the body". The physique can be determined by a three-digit code (called a somatotype), with the endomorphic component first, the mesomorphic component second, and the ectomorphic third.

Somatotypes are presented on the so-called somatochart, which is an equilateral triangle. In the angles of the triangle are radical types of body structure. The endomorphic type (7-1-1) is characterized by a large torso, strong body fat and weak muscles. The body of the mesomorphic type (1-7-1) is massive, with clearly defined and well-developed muscles and a relatively heavy skeleton. The ectomorphic type (1-1-7) is characterized by a fine skeleton, weak muscles and a small amount of subcutaneous fat. At the intersection of the bisectors of the angles there is a somatotype with the components of the body structure evenly developed.

Women are characterized by a greater body fat than men, which is revealed in their build. Men are distinguished by a stronger development of mesomorphy. The greater corpulence that occurs in the female gender is visible in the ranges of variability of the constitution components of modern European women. On the somatochart, the somatotypes of modern women are shifted to a greater extent below the ectomorph axis, into areas of endomorphic types: endo-mesomorphic and endo-ectomorphic.

The endo-mesomorphic structure is dominated by endomorphs, while the mesomorph is in the second place in terms of the degree of development, which is reflected in a smaller disproportion between the size of the upper (shoulder and chest width) and lower torso (hip area). In the ecto-endomorphic types, a more clearly marked greater bulkiness of the lower torso can be observed.

Contrary to popular belief, the range of somatic structure variability presented in the form of Paleolithic female figures does not differ from the somatic diversity of modern women. However, they mainly cover the segment of this range, namely they are most often endomorphic structures with a different degree of development of relative body fat.

It seems that aesthetic preferences, including the choice of life partners, usually depend on personal preferences and cultural criteria. For example, some men prefer more plump women while others prefer slimmer women. The same applies to the size of the breasts, buttocks or the length of the hair. It turns out that in cultures plagued by food shortages women with plentiful shapes (e.g. Bushmen, Papuans, etc.) are valued highly, being synonymous of prosperity and good health. On the other hand, in food-rich cultures, slimmer or medium-sized women are preferred, as being perceived in better health and holding a higher social position. From this point of view, it is interesting to note that among the Paleolithic communities the largest number of figures of heavy women was found in Western Europe, and of slim women in Eastern Europe and Siberia.

An interesting physical feature that deserves emphasis is the frequent presence of steatopygia, i.e., the deposition of more fat on the buttocks, which is sometimes accompanied by disturbed body statics and significant lordosis. These traits are racial and genetic, but their significance is not fully elucidated. In primitive peoples, steatopygia appears in adolescence, which is considered a sign of fertility and readiness to marry. Steatopygia was often considered the ideal of femininity among primitive peoples, which is probably a reason for its frequent occurrence in Paleolithic art, such as in Gönnersdorf.

Body configuration is an important adaptation trait in biological evolution. As based of numerous observations, a measure showing good health is the ratio of waist circumference to hip circumference (WHR), in another words, a fault, which in healthy women with good reproductive potentials is between 0.67 and 0.8, and in men between 0.85 and 0.95. Out of all the features of the body structure, the "fault" of about 0.7 turns out to be the most important feature, valued in women by men of all cultures.

Naturally, the male tastes when it comes to visualizing female beauty are quite varied, but some behavioral patterns have a long tradition. American ethologist prof. ED Guthrie analyzed the sensual poses of modern women in the well-known Playboy Magazine and observed a strong resemblance to several major ways of erotic presentation of the female body in Paleolithic art. Therefore, in this respect, we are very similar to our ancestors from over 20,000 years ago.

Let’s add, that on the basis of numerous estimates, the average height of Upper Paleolithic women was 5'3'' and weight around 134 lb and for men respectively 5'7'' and 156 lb. Their body mass index (BMI) was 23.2 and 23.3, thus it would match the current European standards, which for women with an average weight is in the range of 18.5–24.9. Overall, hunters and gatherers rarely suffered from obesity, contrary to frequent depictions of plump women in Paleolithic art. Being overweight could be a symptom of developmental disorders or simply women's menopause. The stout women of the Paleolithic imagination were the exception rather than the rule.

Many biological and social characteristics can be found in the images of Paleolithic women. Undoubtedly, in addition to such matters as survival of the species (fertility), eroticism played a large role as an expression of admiration for the beauty of the female body, including probably also matters of beliefs and magic. Remarkable artistry manifested in expressive images of the beauty of women with different body qualities, continuously stimulates our admiration.

Moreover, the universalism of presenting the most endearing features of femininity in various cultures over a very long period of time is puzzling. These images are first realistic, particularly in the Aurignacian and Gravettian cultures. Later they become more schematic, but equally expressive - as seen in outlines of the breasts and buttocks in the Magdalenian cultures art pieces, made of ivory, various rocks, including flint; the latter is from a recently discovered site in Wilczyce near Sandomierz (Poland).

The evolution of female beauty from Lucy to Homo sapiens was based on the development of new traits of the female figure, which distinguish the human line from other primates by an upright body posture, convex buttocks and rounded breasts. Beauty is one of the manifestations of health and therefore an important criterion for natural selection. In humans, these features, in addition to their reproductive value, began to play an important social role and became the essence of the expression of eroticism and love (constant sexual readiness necessary to maintain monogamy and long-term care for offspring). Paleolithic artists who expressed their feelings in sculptures and engravings many thousands of years ago, brilliantly captured the essence of the beauty of the female body in a few lines, as we see it today.

About the authors:
Professor Anna Burdukiewicz is the head of the Department of Physical Anthropology at the Institute of Sport of the Academy of Physical Education in Wrocław, Poland

Professor Jan Michał Burdukiewicz is the head of the Stone Age Archeology Department at the Institute of Archeology, University of Wroclaw, Poland

 

 12 / 8 / 2026 POLSZCZYZNA Język polski jest ponoć jednym z najtrudniejszych języków na świecie. Najdobitniejszym dowodem na to wydaje mi si...