BEGUM SAMRU


Begun Samru (1750-1836) Źródło/Source


Nie wiem co to jest, przypadek czy jakaś wewnętrzna potrzeba, ale w ostatnim czasie babki mi się kręcą po blogu coraz częściej. Niedawno była Ebu Gogo, potem Paleolitki, a teraz wpadła mi w oko Kaszmirka o imieniu Begum Samru, urodzona jako Farzana Zeb un-Nissa, ale po przejściu na chrześcijaństwo znana Joanna Nobilis Sombre. Dlaczego „Joanna” wyjaśni się w tekście. Kobitka, przyznam, urody raczej nie na zabój, mimo to, jak wieść niesie, nawijała sobie facetów na pęczki, a oficerów ich królewskich mości przede wszystkim, choć nie tylko... Widocznie ta wątłej natury osóbka miała coś niezwykle gorącego i magnetycznego w sobie, coś co zdecydowanie górowało nad brakiem walorów estetycznych jej fizjonomii. Bez wątpienia były tym, jej wojowniczy charakter i niebotyczna figlarność - cechy wysysające szybko siły witalne człowieka, ale nie Begum. Jej zejście z tego padołu nastąpiło po 80-ce jako majętnej staruszki, tak majętnej, że zajęłaby 29-tą pozycję wśród najbogatszych ludzi świata AD 2021.
O tej kobiecie, zapomnianej nawet w Indiach, opowiada Priyanka Borpujari, niezależna dziennikarka, która publikuje obszerne relacje z Indii, Indonezji, Salwadoru oraz Bośni i Hercegowiny.
Artykuł opublikowany został oryginalnie w lipcu 2019 roku w National Geographic. Tłumaczenie moje.

I don't know what it is, a coincidence or some internal need, but lately the ladies are hanging around the blog more and more often. Recently, there was Ebu Gogo, then Paleolithic women, and now my eye caught a Kashmiri named Begum Samru, born as Farzana Zeb un-Nissa, who after converting to Catholicism assumed the name Joanna Nobilis Sombre. Why "Joanna" will be explained in the text. This petite woman, with a beauty rather not to die for, attracted men in bunches, mainly their royal majesty's officers, but not only. Apparently, this fragile person had something extremely hot and magnetic about her, something that outweighed the lack of aesthetic qualities of her physiognomy. They were undoubtedly both, her belligerent nature and sky-high playfulness - traits that quickly drain a person's vitality, but not Begum. She left this world in her 80s as a wealthy old woman, so wealthy that she would rank 29th among the richest people in the world in 2021..
The story of this woman, forgotten even in India, is told by Priyanka Borpujari, a freelance journalist who has reported extensively from India, Indonesia, El Salvador, and Bosnia and Herzegovina.


Zawadiacka Begum Samru
dowodziła armiami, miała litanię kochanków i 
po Joannie d'Arc
nazywała siebie, Joanna.
Priyanka Borpujari

Budynek z białego kamienia w centralnej dzielnicy targowej starego Delhi, z wyjątkiem małej tablicy na froncie nie różni się zbytnio od innych zaniedbanych budynków przy ulicy zatłoczonej sklepami elektronicznymi sprzedającymi wtyczki do prądu, drut miedziany, filmy rentgenowskie, czy żele do elektrokardiogramu. Pałac Bhagirath, jak informuje przechodniów tablica, był niegdyś okazałą rezydencją jednej z najpotężniejszych kobiet w Indiach: kurtyzany, która została najemniczką, następnie dyplomatką, a potem nawet królową.

W północnych Indiach, w XVIII wieku, Begum Samru była najwyższym rangą dowódcą wojsk w sile 3000, łącznie z co najmniej setką europejskich najemników. Utrzymywała dwór, nosiła turban, paliła hookah (fajkę wodną), jeździła konno, przeszła z islamu na katolicyzm i nazwała się Joanna, po Joannie d'Arc. Jednak dzisiaj jest w dużej mierze zapomniana, a Pałac Bhagirath jest jednym z zaledwie dwóch fizycznych świadków jej istnienia w opowieściach historycznych jej kraju.

Pałac Bhagirath - źródło/source (edited)

„Kobiety nie są uważane za uprawnione do bezpośredniego sprawowania władzy” – mówi Uma Chakravarti, znana historyczka i feministka. Nawiązuje do kobiet, które zajmują 78 z 543 miejsc w indyjskim parlamencie. Kobiety na potężnych stanowiskach muszą dziś pracować w cieniu mężczyzn będących na czele partii politycznych. Ale Chakravarti kontynuuje: „Begum Samru była w stanie wykorzystać moment politycznej przemiany, by wkroczyć w kuluary władzy i wynegocjować dla siebie przestrzeń”.

Ta przemiana polityczna była okresem wstrząsów i chaosu w XVIII wieku, gdy imperium Mogołów, które rządziło ogromnym subkontynentem indyjskim, stanęło w obliczu powstań ze strony lokalnych wodzów, oraz inwazji i kolonizacji brytyjskiej.

Begum Samru urodziła się w 1750 roku pod nadano jej imię Farzana. Niektórzy historycy twierdzą, że była córką muzułmańskiego szlachcica; inni twierdzą, że była sierotą wychowaną w kotha – tradycyjnym indyjskim domu przyjemności i rozpusty, gdzie kobiety tańczyły dla bogatych mężczyzn.

Aby stłumić lokalnych buntowników, królowie Mogołów wynajęli europejskich najemników – w tym Waltera Reinhardta z Austrii, który zyskał przydomek Rzeźnik z Patny po tym, jak w 1763 r. zabił tam 150 Anglików.

Żonaty, 45-letni Reinhardt został oczarowany przez 14-letnią Farzanę, którą zauważył w kotha (rodzaj domu publicznego). Połączywszy siły, utworzyli tandem mocy: parę najemników do wynajęcia.

Farzana oczarowała władców Mogołów na ich dworach. Namaścili ją pełnym czci tytułem Begum czyli królową. Ze względu na ponury charakter Reinhardta, zmodyfikowana wersja jego przydomka,  mianowicie, Le Sombre (Ponura), stała się źródłem jej nowego nazwiska: Samru. Gdyby była żoną Reinhardta, zauważa historyk Aditi Dasgupta, Begum Samru nie miałaby dostępu do wewnętrznych mechanizmów polityki władców i ich dworów. Małżeństwo umieściłoby kurtyzanę za kratami purdah, (kurtyna lub krata służąca segregacji płci).

Dom Begum Samru i jej ludzie (około1830) - źródło/source

„Nie trzymała się tradycyjnego postrzegania kobiet jako samo-ofiarny; zamiast tego zrobiła wszystko, co było konieczne, aby przetrwać jako władczyni” – mówi Archana Garodia-Gupta, autorka najnowszej książki „Kobiety, które rządziły Indiami: przywódcy, wojownicy, ikony”.

Po śmierci Reinhardta, Begum Samru — wszystkie jej 142 centymetry wzrostu — dowodziła armią i rządziła przez pięć dekad królestwem Sardhana, twierdzą Mogołów, 137 kilometrów na północny wschód od Delhi. Królowie Mogołów wzywali ją, gdy zostawali zaatakowani przez rywali. Begum miała zawsze gotową armię i talent do zawierania paktów z każdym, kto zaatakował Mogołów. Jeden z mogolskich monarchów nadał jej tytuł Zeb-un-nissa (Ornament wśród kobiet).

Begum Samru, według słów jednej z jej biografek, Julii Keay, była „jedyną wyemancypowaną hinduską kobietą, jaką większość z jej zagranicznych sympatyków kiedykolwiek spotkała. Wsłuchiwali się w każde jej słowo, jak opowiadała o czasach, które niewielu pamiętało, o armiach i okrucieństwach, galanterii i zdradzie.

Jej przygody wykraczały poza dwór. Wybierała jednego europejskiego kochanka po drugim, zawierając nawet pakt samobójczy z sekretnym francuskim kochasiem. Kiedy oboje uciekali przed atakiem, Begum Samru dźgnęła się sztyletem. Francuz, gdy zobaczył jej przesiąknięte krwią ubranie, zastrzelił się. On umarł, ale ona przeżyła. Uratował ją odtrącony irlandzki kochanek – robotnik portowy, który stał się najemnikiem. Po jego śmierci Begum Samru zaopiekowała się jego żoną i dziećmi.

Książka Garodii-Gupty opisuje życie 20 kobiet, które w dużej mierze zostały pominięte w tekstach historii Indii. Książka omawia dyplomację Begum Samru z Mogołami i Brytyjczykami. Po śmierci Reinhardta przeszła na katolicyzm i zbudowała bazylikę Matki Bożej Łaskawej w mieście Sardhana, której architektem był włoski oficer w jej armii.

Bazylika w Sardhana - źródło/source

„Wiedziała, że w przyszłości władcami będą Brytyjczycy i można było przypuszczać, że jej nawrócenie religijne miało ich zadowolić. A może naprawdę odnalazła swoją drogę w katolicyzmie” – mówi Garodia-Gupta.

„Nigdy nie jadła w obecności swoich gości, ale relacje różnią się co do tego, czy kiedykolwiek dotknęła wina… ale kiedy memsahibowie (Europejki) wyszły, dawała znak służącemu, aby przyniósł jej fajkę wodną, a następnie siadła wśród mężczyzn i aromatycznym dymie ich cygar” – napisała Julia Keay.

Begum Samru zmarła w styczniu 1836 roku. Kompania Wschodnioindyjska, brytyjska imperialna agencja w Indiach, odziedziczyła jej fortunę — około 55,5 miliona marek w złocie, jedną z największych indyjskich fortun tamtych czasów, co odpowiada niewyobrażalnym dziś 40 miliardom dolarów. Została pochowana pod bazyliką w Sardhana. W pobliżu ołtarza wznosi się wysoka na 18 stóp marmurowa rzeźba Begum Samru — jej tors owinięty szalem.

Po powrocie do starego Delhi, w rozpadającym się, wybrudzonym sadzami Pałacu Bhagirath, z jego wysokimi greckimi kolumnami, gdzie kupcy płci męskiej dominują na scenie handlowej, samotna starsza kobieta podtrzymuje ogień pamięci i buntu Begum Samru – choć tylko w swoim mayłm sklepiku z artykułami medycznymi, a nie na siedząc wysoko na tronie.

"Czego chcesz?" warknęła na mnie. „Nie mam dla ciebie czasu”.

 OD LUCY

DO WENUS

Strona tytułowa oryginalnej publikacji (edytowana)


For English version, please scroll down.

Zadałem sobie kiedyś pytanie o kobiecość i męskość - o to czy pojęcia te zdeterminowane są tylko biologicznie?, tylko kulturowo?, tak i tak?, a może na dodatek także środowiskowo? Odpowiedziałem sobie cztery razy tak, ale nie zadałem piątego pytania, mianowicie o to czy tak było zawsze? No i okazuje się, że było! Dowodzi tego artykuł profesorskiego małżeństwa, Anny i Jana Burdukiewiczów, zatytułowany „Od Lucy do Wenus” i opublikowany oryginalnie w magazynie popularnonaukowym Archeologia Żywa (nr 4/2009). Za zgodą Autorów zamieszczam ten niezmiernie interesujący tekst tutaj, uzupełniając go wersją angielskojęzyczną w moim tłumaczeniu. Wszystkie ilustracje pochodzą z oryginalnego materiału w AŻ.

I once asked myself a question about femininity and masculinity: are these notions determined only biologically?, only culturally?, as one and the other?, and perhaps also environmentally? And I answered YES four times, but I didn't ask myself the fifth question, namely, was it always like that? It turns out that it was! The answer came in an article "From Lucy to Venus" published by, Anna and Jan Burdukiewicz, in the popular science magazine Archeologia Żywa (No. 4/2009). With the consent of the Authors, I present this extremely interesting text here, supplementing it with the English version in my translation. All illustrations come from the original material in AŻ.




Czym były paleolityczne Wenus? Amuletami, podobiznami ukochanych czy może nawet wczesnymi przejawami pornografii... Interesujący jest sposób przedstawiania ciała kobiecego – skupianie się zwłaszcza na piersiach, pośladkach oraz organach rodnych.

Wenus z Dolnich Vestonic
Petr Novák, Wikipedia
Poznane obecnie dzieje rodzaju ludzkiego sięgają około 2,6 mln lat. Dymorfizm płciowy (zróżnicowanie osobników męskich i żeńskich tego samego gatunku – przyp. red) rozwinął się jednak o wiele wcześniej, a wśród naszych przodków wyraźnie widoczny był już u australopiteków. Od listopada 1974 r. najsłynniejszą przedstawicielką tego rodzaju jest „Lucy” – określona w systematyce biologicznej jako Australopithecus afarensis, której dobrze zachowany szkielet odkryto w okolicach Hadar (Etiopia). Żyła tam około 3,2 mln lat temu i była już istotą w pełni dwunożną, o pojemności
czaszki zaledwie 375-500 cm3 (obecnie u kobiet średnio 1250 cm3), o wzroście około 1,1 m i wadze 29 kg. Lucy dożyła tylko około 20 lat i wykazywała jeszcze wiele cech małpich, ale ewoluowała już w kierunku postaci ludzkiej, co w oczach wielu badaczy uczyniło ją „matką ludzkości”.

Lucy – nazwana tak od modnej piosenki Beatlesów – jako pierwsze imię otrzymała „Denkensh”, co w języku lokalnym oznacza „Jesteś cudowna”. Była przedstawiana na wielu wystawach i doczekała się licznych opracowań, z których do najbardziej znanych należy książka „Marzenie Lucy”, określona jako „opowieść naukowa”, przygotowana przez Francuzów: pisarza P. Pelota, grafika T. Liberatore’a oraz archeologa z College de France, prof. Y. Coppensa, jednego z odkrywców Lucy.


Od czasów Lucy ciało kobiet uległo dużym zmianom ewolucyjnym. Straciło ono wiele wcześniejszych cech naczelnych i jak napisał D. Morris, autor „Nagiej kobiety”: Każda kobieta ma piękne ciało – piękne dlatego, że stanowi wspaniały efekt końcowy ewolucji trwającej miliony lat.
Rekonstrukcja Lucy –Australopithecus afarensis
z Hadar (Etiopia wg D. Johansona)

Wyobrażenia ciała kobiecego i kobiecości fascynują ludzkość od setek tysięcy lat. Były one przedstawiane w postaci rzeźb, płaskorzeźb oraz rysunków czy malowideł, w całości lub w szczegółach anatomicznych.

Do najwcześniejszych takich przedstawień należy obecnie znalezisko z Berekhat Ram (Wzgórza Golan), z 1986 r. Była to bryłka bazaltowego tufu (3,5×2,5×2,1 cm), która – zdaniem wybitnego znawcy sztuki paleolitycznej, A. Marshacka – nosi niewielkie modyfikacje i wyraźnie przypomina figurkę kobiecą. Pochodzi ona z osadu między dwiema warstwami bazaltu i jest datowana na około
230–500 tys. lat temu. Jednak nie wszyscy zgadzają się z tą opinią i część badaczy sądzi, że jest to raczej naturalna bryłka kamienia, która tylko przypomina sylwetkę kobiety. Jeszcze bardziej sporna jest domniemana figurka antropomorficzna ze stanowiska kultury aszelskiej Tan-Tan w Maroku.

Do najstarszych uznanych figurek Wenus należą znaleziska kultury oryniackiej (35–28 tys. lat temu). Jest to pierwsza kultura górnopaleolityczna, wiązana z upowszechnieniem się Homo sapiens sapiens w Europie. Utrwaliły się wówczas nowe techniki obróbki kamienia, produkcja wyrobów kościanych oraz rozwinięta sztuka paleolityczna, w tym przedstawienia ludzi, zwłaszcza nagich kobiet.

Do najstarszych przedstawień kobiecych w tej kulturze, odkrytych we wrześniu 2008 r., należy obecnie figurka Wenus (dł. 6 cm), z jaskini Hohle Fels koło Schelklingen (Badenia-Wirtembergia, Niemcy), wykonana z ciosu mamuta i datowana na około 35 tys. lat temu. Wzbudziła ona wiele dyskusji w prasie, ponieważ część badaczy uznała ten sposób wyrażenia cech płciowych (wydatne piersi oraz organy rodne) za przypominający obecne przedstawienia pornograficzne.

Kolejnym przedstawieniem kobiety oryniackiej jest Wenus z Galgenberg, koło Stratzing (Dolna Austria), zwana także „Fanny” albo „Tancerką” (od wiedeńskiej tancerki Fanny Elssler), odkryta na stanowisku oryniackim. Figurka została wykonana z bryłki zielonego serpentynitu (dł. 7,3 cm). Przedstawia ona kobietę w pozycji tanecznej lub rytualnej z jedną ręką opartą na biodrze, a drugą uniesioną do góry i zgiętą w łokciu. „Tancerka” pochodzi z warstwy datowanej metodą radiowęglową na około 33–32 tys. lat temu.

Przedstawienia kobiet występują najliczniej w kulturach graweckich (28–20 tys. lat temu) oraz magdaleńskich (17–12 tys. lat temu) na zachodzie oraz epigraweckich na wschodzie Europy (20–10 tys. lat temu). Obecnie jest znanych około 250 figurek Wenus wykonanych z różnych surowców (kamień, kość słoniowa, wypalana glina, itp.) o wielkości od kilku do kilkudziesięciu cm. Do największych należy płaskorzeźba trzech kobiet (o wys. 1,6 m – od piersi do stóp) z Roc-aux-Sociers w Angles-sur l’Anglin (dep. Vienne, Francja).

Występowanie przedstawień kobiet paleolitycznych skupia się w niektórych regionach Eurazji i dlatego badacz sztuki paleolitycznej H. Delporte zaproponował ich podział według kryteriów geograficznych:
Grupa Pirenejów i Akwitanii – 82 przedstawienia (w tym Lespugue, Laussel i Brassempouy);
Grupa śródziemnomorska – 17 przedstawień (Savignano i Balzi Rossi);
Grupa dunajsko-reńska – 61 przedstawień (Hohle Fels, Willendorf, Dolní Věstonice i Gönnersdorf);
Grupa rosyjsko-ukraińska – 54 przedstawienia (Avdiejevo, Gagarino i Kostenki);
Grupa syberyjska – 31 przedstawień (Malta i Buret).
Po ostatnich odkryciach w Wilczycach oraz Dzierżysławiu do tego zestawienia możemy dodać grupę polską, która liczy obecnie kilkanaście figurek magdaleńskich.

Inny spór wiąże się z problemem, czy przedstawienia figuralne kobiet świadczą o związkach kulturowych między grupami łowców i zbieraczy z tak rozległego obszaru. Prof. A. Leroi-Gourhan, jeden z najwybitniejszych znawców sztuki paleolitycznej na podstawie sposobów przedstawiania szczegółów anatomicznych ciała ludzkiego zakładał, że takie związki istniały. Inni badacze jednak odrzucają tę hipotezę, z uwagi na bardzo szeroki zasięg czasowy i przestrzenny.

 
Sposoby ukazywania sylwetek kobiet w sztuce paleolitycznej i Playboy Magazine (1979):
1 – Hohlenstein, 2 – Petersfels, 3 – Laugerie-Basse, 4 – Les Combarelles, 5 – Pech-Merle, 6 – El Pendo (wg E.D. Guthrie)

Najwięcej dyskusji budzi sposób przedstawiania zdecydowanej większości kobiet. Są to na ogół wyobrażenia dość realistyczne, zwykle w postaci rzeźb lub płaskorzeźb z przerostem (hypertrofia) środkowej części ciała w stosunku do głowy i nóg oraz stylizacją głowy i organów seksualnych. W sztuce magdaleńskiej występują także liczne przedstawienia organów rodnych, a figurki kobiet wykazują stopniowe przechodzenie do schematyzmu w postaci znacznego uproszczenia sylwetki kobiecej aż do przedstawienia tylko korpusu, z uwypukleniem pośladków i piersi. Sztuka mobilna przenika wraz z osadnictwem magdaleńskim do środkowej Europy, w tym do Polski.

Jednym z najpiękniejszych znalezisk tego rodzaju jest „Dama z Brassempouy” (dep. Landes, Francja). Fragment zachowanej figurki wyróżnia się realistycznym ujęciem twarzy (jak dotąd najstarszym na świecie) oraz niezwykle starannie przedstawionym nakryciem głowy, co świadczy o 

Dama z Brassempouy lub „Pani w kapturze” –
figurka o dł. 3,65 cm, wykonana z ciosu mamuta 
(dep. Landes, Francja)

doskonałej technice artysty sprzed 26 000 lat. Pracownicy, którzy tego odkrycia dokonali, nazwali ją "Gruszką" (La Poire), ze względu na charakterystyczny kształt.

Niekiedy przedstawienia kobiet są interpretowane także jako wyraz kultu płodności, bogini-matki, ale prawie wszystkie figurki pochodzą z obozowisk, a nie z grobów, a więc trudno jest wykazać ich znaczenie religijne. Jednakże mogły mieć one zastosowania magiczne, takie jak obrona przed złymi duchami, chorobami czy odpędzanie zła. Wskazuje na to umieszczanie figurek w lewej części szałasów, np. na syberyjskich stanowiskach Malta i Buret.

Niezależnie od tego, czym były paleolityczne Wenus, amuletami czy też wczesnymi przejawami miłości do kobiet – podobiznami ukochanych, a nawet pornografii, interesuje nas przede wszystkim sposób przedstawiania ciała kobiecego. Uderzające jest skupianie się na cechach żeńskich, a zwłaszcza na piersiach, pośladkach oraz organach rodnych. Poza nielicznymi wyjątkami, jak w Brassempouy czy główki kobiety z kokiem z Dolních Věstonic (Morawy), zwykle schematycznie przedstawione są głowa i stopy.

Jeśli spojrzymy na figurki pod względem zróżnicowania budowy ciała kobiet współczesnych, okazuje się, że są one zgodne z prostymi kryteriami, stosowanymi obecnie w czasopismach kobiecych. Bez trudu znajdziemy wśród nich sylwetki określane jako: „klepsydra”, „odwrócony trójkąt” lub „tulipan”, „trójkąt” lub „gruszka”, „prostokąt” lub „banan”, „owalna” lub „jabłko” czy „romb”.

Sylwetki kobiet w paleolicie i obecnie: 1 – „klepsydra” – Galgenberg; 2 – „odwrócony trójkąt” – Malta, 3 – „trójkąt” – Jelisiejewiczi; 4 – „prostokąt” – Avdiejevo; 5 – „owalna” – Aix-en-Provence;
6 – „romb” – Willendorf  (J.A. Burdukiewiczowie)

Zakres zmienności budowy ciała kobiet
współczesnych (linia czerwona) i Wenus
paleolitycznych (linia zielona) na somatokarcie
A. J. Burdukiewiczowie
Budowa fizyczna ludzi, a zwłaszcza kobiet jest bardzo zróżnicowana i powstało wiele odpowiednich 
klasyfikacji. Do najbardziej znanych należy system typologiczny W.H. Sheldona, który umożliwia ilościowy opis kształtu i składu ciała ludzkiego, przedstawiając budowę ciała jako całość, z uwzględnieniem u każdego osobnika poziomu rozwoju trzech komponentów: endomorfii, mezomorfii i ektomorfii. Te komponenty różnicują populacje ludzkie w zależności od cech dziedzicznych, czynników środowiskowych (odżywienia, aktywności fizycznej itp.) oraz płci i wieku.

Endomorfia reprezentuje rozwój otłuszczenia ciała, mezomorfia przedstawia masywność szkieletu i wielkość umięśnienia, a ektomorfia odnosi się do „smukłości ciała”. Budowę ciała można określić kodem trzycyfrowym (nazywanym somatotypem), w którym na pierwszym miejscu znajduje się komponent endomorfii, na drugim – mezomorfii, a na ostatnim – ektomorfii.

Somatotypy przedstawia się na tzw. somatokarcie, będącej trójkątem równobocznym, w którego kątach znajdują się skrajne typy budowy. Typ endomorficzny (7-1-1) charakteryzuje duży tułów, silne otłuszczenie ciała i słabe umięśnienie. Sylwetka typu mezomorficznego (1-7-1) jest masywna, o 
wyraźnie zaznaczonym i dobrze rozwiniętym umięśnieniu oraz stosunkowo ciężkim szkielecie. Typ ektomorficzny (1-1-7) cechuje natomiast drobny kościec, słabe umięśnienie i niewielka ilość podskórnej tkanki tłuszczowej. W miejscu przecięcia dwusiecznych kątów znajduje się somatotyp, w którym komponenty budowy ciała są równomiernie rozwinięte.

Kobiety cechuje większe otłuszczenie ciała w porównaniu z mężczyznami, co się wyraża w ich budowie. Mężczyzn wyróżnia natomiast silniejszy rozwój mezomorfii. Większe otłuszczenie występujące u płci żeńskiej widoczne jest w zakresach zmienności komponentów budowy współczesnych kobiet europejskich. Na somatokarcie, somatotypy kobiet współczesnych są przesunięte w większym stopniu poniżej osi ektomorfii, na obszary typów endomorficznych: endo-mezomorficzne i endo-ektomorficzne.

W budowie endo-mezomorficznej występuje dominacja endomorfii, natomiast na drugim miejscu pod względem stopnia rozwoju znajduje się mezomorfia, co znajduje odzwierciedlenie w mniejszej dysproporcji między wielkością górnej (szerokość barków i klatki piersiowej) i dolnej części tułowia (okolica bioder). W typach ekto-endomorficznych zaobserwować można wyraźniej zaznaczoną większą masywność dolnej części tułowia.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, zakres zmienności budowy somatycznej przedstawionej w postaci paleolitycznych figurek kobiecych nie odbiega od zróżnicowania somatycznego współczesnych kobiet. Jednak obejmują one głównie segment tego przedziału, a mianowicie są to najczęściej przedstawienia budowy endomorficznej o różnym stopniu rozwoju względnego otłuszczenia ciała.

Zazwyczaj wydaje się, że upodobania estetyczne, w tym wybór partnerów życiowych, zależy głównie od upodobań i kryteriów kulturowych. Przykładowo niektórzy mężczyźni wolą kobiety o bardziej obfitych kształtach, a inni szczupłe. Podobnie jest z wielkością piersi, pośladków czy długością włosów. Okazuje się, że w kulturach nękanych brakami żywności cenione są kobiety o obfitych kształtach (np. Buszmeni, Papuasi, itp.), co jest wyrazem dostatku i zdrowia. Natomiast w kulturach zasobnych w żywność preferowane są kobiety bardziej szczupłe lub średnich kształtów – co jest u nich wyrazem lepszego zdrowia oraz wyższej pozycji społecznej. Z tego punktu widzenia interesujące jest, że wśród społeczności paleolitycznych najwięcej figurek kobiet masywnych wystąpiło na zachodzie Europy, a kobiet szczupłych na wschodzie Europy i na Syberii.

Ciekawą cechą fizyczną, zasługującą na podkreślenie jest częsta obecność steatopygii, czyli odkładania
się większej ilości tłuszczu na pośladkach, której towarzyszy niekiedy zaburzenie statyki ciała oraz znaczna lordoza (łukowate wygięcie kręgosłupa w stronę brzuszną – przyp. red). Cechy te mają podłoże rasowe i genetyczne, ale ich znaczenie nie jest w pełni wyjaśnione. U ludów pierwotnych steatopygia ujawnia się w okresie dojrzewania, co jest uznawane za oznakę płodności i gotowości do zamążpójścia. Steatopygia często była ideałem kobiecości u ludów pierwotnych, co zapewne wyraża się jej częstym wstępowaniem w sztuce paleolitycznej, jak np. w Gönnersdorf.

Budowa ciała jest ważną cechą przystosowawczą w ewolucji biologicznej. Jak się okazało na podstawie licznych obserwacji, takim miernikiem ukazującym dobry stan zdrowia, jest stosunek obwodu talii do obwodu bioder (WHR), czyli tzw. uskok, który u zdrowych kobiet o dobrych zdolnościach rozrodczych wynosi od 0,67 do 0,8, natomiast u mężczyzn w granicach 0,85 do 0,95. Z wszystkich cech budowy ciała właśnie „uskok” około 0,7 okazuje się najważniejszą cechą, cenioną u kobiet przez mężczyzn wszystkich kultur.

Naturalnie, męskie upodobania, jeśli chodzi o ujmowanie przedstawiania urody kobiecej, są dość zróżnicowane, ale okazuje się, że i w tym przypadku pewne ujęcia mają długą tradycję. Amerykański etolog prof. E.D. Guthrie analizował najbardziej seksowne pozy kobiet współczesnych w znanym czasopiśmie Playboy Magazine i zaobserwował duże podobieństwo do kilku głównych sposobów erotycznego prezentowania ciała kobiecego na wyobrażeniach paleolitycznych. A więc i w tym zakresie jesteśmy bardzo podobni do naszych przodków sprzed ponad 20 tys. lat.

Warto dodać, że, co wiemy na podstawie różnych estymacji, kobiety w paleolicie górnym miały średnio 162 cm wzrostu oraz 61 kg wagi, podczas gdy mężczyźni mierzyli 174 cm, a ważyli 71 kg. Ich wskaźnik masy ciała (BMI) wynosił 23,2 i 23,3, a więc mieści się nawet w obecnych normach europejskich, która dla kobiet o przeciętnej wadze znajduje się w przedziale 18,5–24,9. Obserwacja ta jest jak najbardziej poprawna. Ogólnie rzecz biorąc, łowcy i zbieracze rzadko cierpieli na otyłość, wbrew częstym przedstawieniom kobiet o obfitych kształtach w sztuce paleolitycznej. Nadwaga mogła być przejawem zaburzeń rozwojowych lub zwyczajnie przekwitania kobiet. Tęgie kobiety z wyobrażeń paleolitycznych były raczej wyjątkiem, a nie regułą.

W przedstawieniach kobiet w paleolicie odnajdujemy więc wiele elementów biologicznych i społecznych. Bez wątpienia obok zagadnień związanych z przetrwaniem gatunku (płodnością) dużą rolę odegrał erotyzm jako wyraz uwielbienia dla urody ciała kobiecego oraz zapewne sprawy wierzeniowe i magiczne. Niezwykły artyzm przejawiający się w pełnym wyrazu ujęciach urody kobiet o różnej budowie ciała nieustająco budzi nasz podziw.

Ponadto zastanawiający jest uniwersalizm przedstawień najbardziej ujmujących cech kobiecości w różnych kulturach, w bardzo długim okresie czasu. Ujęcia te mają wcześniej charakter realistyczny – kultury oryniackie i graweckie, a później stają się bardziej schematyczne, ale równie ekspresyjne – jak zarysy piersi i pośladków w kulturach magdaleńskich, wykonywane z kości słoniowej, różnych skał, w tym w krzemieniu, jak to miało miejsce w przypadku niedawno odkrytego stanowiska w Wilczycach koło Sandomierza.

Ewolucja urody kobiecej od Lucy do Homo sapiens polegała na wykształceniu się nowych cech sylwetki kobiety, którą od innych samic naczelnych wyróżniają zwłaszcza wyprostowana postawa ciała, wypukłe pośladki oraz zaokrąglone piersi. Uroda jest jednym z przejawów zdrowia, a tym samym ważnym kryterium doboru naturalnego. U ludzi cechy te, oprócz wartości rozrodczej, zaczęły pełnić ważną rolę społeczną i stały się istotą ekspresji erotyzmu i miłości (stała gotowość seksualna konieczna do podtrzymania monogamii oraz długotrwałej opieki nad potomstwem). Artyści paleolityczni, którzy wyrazili swoje uczucia w rzeźbach i rytach wiele tysięcy lat temu, w genialny sposób uchwycili za pomocą kilku linii istotę piękna kobiecego ciała, podobnie jak je widzimy dzisiaj.

O autorach:
Prof. Anna Burdukiewicz jest kierownikiem Zakładu Antropologii Fizycznej w Instytucie Sportu Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu.

Prof. dr hab. Jan Michał Burdukiewicz jest kierownikiem Zakładu Archeologii Epoki Kamienia w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego


___________________________________________________________________________________

FROM LUCY 
TO 
VENUS 

What were the Paleolithic Venuses? Amulets, images of loved ones or perhaps even early manifestations of pornography ... The way the female body was depicted is quite interesting - focusing especially on the breasts, buttocks and reproductive organs.

The history of mankind dates back to about 2.6 million years. However, sexual dimorphism (differentiation of males and females of the same species – editor’s note) developed much earlier, and among our ancestors it was clearly visible in Australopithecus. The most famous representative of this genus is "Lucy", whose well-preserved skeleton was discovered near Hadar (Ethiopia) in November 1974 and defined in biological systematics as Australopithecus afarensis. “Lucy” lived there about 3.2 million years ago and was already a fully bipedal creature, with a skull capacity of only 375-500 cc (currently on average 1250 cc in women), with a height of about 3'6'' and weight 64 lb. Lucy lived only about 20 years and showed many more monkey features; however, she had already evolved into a human form, which in the eyes of many researchers made her the "mother of humanity".

Lucy - named after a fashionable Beatles song - was given her first name as "Denkensh", which in the local language means "You are wonderful". She has been presented at many exhibitions and has been published in numerous studies, the most famous of which is the book "Lucy's Dream", described as a "scientific story" by the French writer P. Pelot, the graphic artist T. Liberatore, and the archaeologist from the College de France, prof. Y. Coppens, one of Lucy's discoverers.

The body of women has undergone major evolutionary changes since the time of Lucy. It has lost many of its earlier primate features, and as D. Morris, author of Naked Woman, wrote: Every woman has a beautiful body - beautiful because it is the wonderful end product of an evolution that has lasted millions of years.

Preoccupation with the female body and femininity have fascinated humanity for hundreds of thousands of years. They were presented in the form of sculptures, bas-reliefs, drawings or paintings, as a whole body or in anatomical details.

One of the earliest such depictions is the find from Berekhat Ram (Golan Heights) from 1986. It was a lump of basalt tuff (3.5 × 2.5 × 2.1 cm), which, according to A. Marshack, an eminent expert in Paleolithic art - wears minor modifications and clearly resembles a female figure. It comes from the sediment between two layers of basalt and is dated at around 230,000–500,000 years ago. However, not everyone agrees with this opinion and some researchers believe that it is rather a natural lump of stone, which only resembles the figure of a woman. Even more contentious is the alleged anthropomorphic figurine from the Acheulean culture site in Tan-Tan, Morocco.

The oldest recognized figures of Venus are finds from the Aurignacian culture (35–28 thousand years ago). It is the first Upper Paleolithic culture associated with the spread of Homo sapiens sapiens in Europe. During that time new techniques of stone processing, production of bone artefacts and Paleolithic art, including depictions of people, especially naked women, became developed.

One of the oldest figurines of women in this culture was discovered in September 2008 in the Hohle Fels Cave near Schelklingen (Baden-Württemberg, Germany). This 6-centimeter-long statue was carved around 35,000 years ago from a mammoth tusk. It aroused a lot of discussion in the press, as some researchers found this way of expressing sexual characteristics - prominent breasts and genital organs - resembling current pornographic representations.

Another statuette of Aurignacian woman is known as Venus of Galgenberg, near Stratzing (Lower Austria), known as "Fanny" or "The Dancer" (after the Viennese dancer Fanny Elssler). The figurine was made of a nugget of green serpentine (length7,3 cm). It shows a woman in a dance or ritual position with one hand resting on her hip and the other raised up and bent at the elbow. The "dancer" comes from a layer dated by the radiocarbon method at about 33-32 thousand years ago.

Figurines of women are most abundant in the Gravettian (28–20 kyr) and Magdalenian (17–12 kyr) cultures in the west and the Epigravettian cultures in eastern Europe (20–10 kyr). Currently there are about 250 figurines of Venus known, made of various materials (stone, ivory, fired clay, etc.), ranging in size from several to several dozen cm. One of the largest is the relief of three women (approx.5'3'' - from chest to toe) from Roc-aux-Sociers in Angles-sur l'Anglin (Vienne dep., France).

The occurrence of sculptures of Paleolithic women is concentrated in some regions of Eurasia, therefore the researcher of the Paleolithic art, H. Delporte proposed to divide them according to geographical criteria:
Pyrenees and Aquitaine Group - 82 figurines (including Lespugue, Laussel and Brassempouy);
Mediterranean group - 17 figurines (Savignano and Balzi Rossi);
Danube-Rhine Group - 61 statuettes (Hohle Fels, Willendorf, Dolní Věstonice and Gönnersdorf);
Russian-Ukrainian group - 54 figurines (Avdiejevo, Gagarino and Kostenki);
Siberian group - 31 figurines (Malta and Buret).
After the recent discoveries in Wilczyce and Dzierżysław (Poland), we can add to this list the Polish group, which currently includes a dozen of Magdalenian figures.

Another dispute centered on a question whether the figurative representations of women could be indicative of cultural ties between groups of hunters and gatherers from such a vast area. Professor A. Leroi-Gourhan, one of the most prominent experts in the Paleolithic art, assumes that such relationships existed. Other researchers, however, reject this hypothesis due to the very wide temporal and spatial range.

However, the most debatable problem among specialists is the manner in which most of women are shown. These images are generally quite realistic, usually in the form of sculptures or bas-reliefs with hypertrophy of the middle part of the body in relation to the head and legs, and stylization of the head and sexual organs. In Magdalenian art, there are also numerous depictions of reproductive organs, but the figurines of women show a gradual transition to schematicism through simplification of the female figure, with an emphasis on the buttocks and breasts.

One of the most beautiful finds of this kind is the "Lady of Brassempouy" (Landes, France). The 26,000 years old fragment of the figurine is distinguished by a realistic view of the face (so far, the oldest in the world) and an extremely carefully carved headdress, which proves the artist's excellent technique. The workers who made this discovery dubbed it "Pear" (La Poire) because of its characteristic shape.

Sometimes these sculptures of women are interpreted as an expression of the cult of fertility, mother goddess, but almost all the figurines come not the graves, but from the encampments, therefore it is difficult to demonstrate their religious significance. However, they could have magical applications, such as defense against evil spirits, disease, and warding off evil. This might be implied by the placement of the figures in the left part of the huts, e.g., in the Siberian sites of Malta and Buret.

Regardless of what the Paleolithic Venuses were, amulets or early manifestations of love for women - images of loved ones, or even pornography, we are primarily interested in the way the female body is presented. The focus on female characteristics, especially the breasts, buttocks and reproductive organs is evident. With a few exceptions, such as in Brassempouy or the head of a woman with a bun from Dolní Věstonice (Moravia), the head and feet are usually shown schematically.

If we look at the figurines in terms of the differentiation of the physique of modern women, it turns out that they comply with the simple criteria currently used in women's magazines. We can easily find among them figures described as: "hourglass", "inverted triangle", "tulip", "triangle" or "pear", "rectangle", "banana", "oval", "apple" or "rhombus".

Physical constitution of people, especially women, is very diverse and a variety of classifications have been developed. One of the best known is William Sheldon's typological system, which enables a quantitative description of the shape and composition of the human body. It presents the body structure as a whole, taking into account the level of development of each individual's three components: endomorphic, mesomorphic and ectomorphic. These components differentiate human populations according to their hereditary characteristics, environmental factors (nutrition, exercise, etc.), as well as gender and age.

The endomorphy represents the development of body fat, the mesomorphy represents the bulk of the skeleton and the level of muscularity, and the ectomorphy relates to the "slenderness of the body". The physique can be determined by a three-digit code (called a somatotype), with the endomorphic component first, the mesomorphic component second, and the ectomorphic third.

Somatotypes are presented on the so-called somatochart, which is an equilateral triangle. In the angles of the triangle are radical types of body structure. The endomorphic type (7-1-1) is characterized by a large torso, strong body fat and weak muscles. The body of the mesomorphic type (1-7-1) is massive, with clearly defined and well-developed muscles and a relatively heavy skeleton. The ectomorphic type (1-1-7) is characterized by a fine skeleton, weak muscles and a small amount of subcutaneous fat. At the intersection of the bisectors of the angles there is a somatotype with the components of the body structure evenly developed.

Women are characterized by a greater body fat than men, which is revealed in their build. Men are distinguished by a stronger development of mesomorphy. The greater corpulence that occurs in the female gender is visible in the ranges of variability of the constitution components of modern European women. On the somatochart, the somatotypes of modern women are shifted to a greater extent below the ectomorph axis, into areas of endomorphic types: endo-mesomorphic and endo-ectomorphic.

The endo-mesomorphic structure is dominated by endomorphs, while the mesomorph is in the second place in terms of the degree of development, which is reflected in a smaller disproportion between the size of the upper (shoulder and chest width) and lower torso (hip area). In the ecto-endomorphic types, a more clearly marked greater bulkiness of the lower torso can be observed.

Contrary to popular belief, the range of somatic structure variability presented in the form of Paleolithic female figures does not differ from the somatic diversity of modern women. However, they mainly cover the segment of this range, namely they are most often endomorphic structures with a different degree of development of relative body fat.

It seems that aesthetic preferences, including the choice of life partners, usually depend on personal preferences and cultural criteria. For example, some men prefer more plump women while others prefer slimmer women. The same applies to the size of the breasts, buttocks or the length of the hair. It turns out that in cultures plagued by food shortages women with plentiful shapes (e.g. Bushmen, Papuans, etc.) are valued highly, being synonymous of prosperity and good health. On the other hand, in food-rich cultures, slimmer or medium-sized women are preferred, as being perceived in better health and holding a higher social position. From this point of view, it is interesting to note that among the Paleolithic communities the largest number of figures of heavy women was found in Western Europe, and of slim women in Eastern Europe and Siberia.

An interesting physical feature that deserves emphasis is the frequent presence of steatopygia, i.e., the deposition of more fat on the buttocks, which is sometimes accompanied by disturbed body statics and significant lordosis. These traits are racial and genetic, but their significance is not fully elucidated. In primitive peoples, steatopygia appears in adolescence, which is considered a sign of fertility and readiness to marry. Steatopygia was often considered the ideal of femininity among primitive peoples, which is probably a reason for its frequent occurrence in Paleolithic art, such as in Gönnersdorf.

Body configuration is an important adaptation trait in biological evolution. As based of numerous observations, a measure showing good health is the ratio of waist circumference to hip circumference (WHR), in another words, a fault, which in healthy women with good reproductive potentials is between 0.67 and 0.8, and in men between 0.85 and 0.95. Out of all the features of the body structure, the "fault" of about 0.7 turns out to be the most important feature, valued in women by men of all cultures.

Naturally, the male tastes when it comes to visualizing female beauty are quite varied, but some behavioral patterns have a long tradition. American ethologist prof. ED Guthrie analyzed the sensual poses of modern women in the well-known Playboy Magazine and observed a strong resemblance to several major ways of erotic presentation of the female body in Paleolithic art. Therefore, in this respect, we are very similar to our ancestors from over 20,000 years ago.

Let’s add, that on the basis of numerous estimates, the average height of Upper Paleolithic women was 5'3'' and weight around 134 lb and for men respectively 5'7'' and 156 lb. Their body mass index (BMI) was 23.2 and 23.3, thus it would match the current European standards, which for women with an average weight is in the range of 18.5–24.9. Overall, hunters and gatherers rarely suffered from obesity, contrary to frequent depictions of plump women in Paleolithic art. Being overweight could be a symptom of developmental disorders or simply women's menopause. The stout women of the Paleolithic imagination were the exception rather than the rule.

Many biological and social characteristics can be found in the images of Paleolithic women. Undoubtedly, in addition to such matters as survival of the species (fertility), eroticism played a large role as an expression of admiration for the beauty of the female body, including probably also matters of beliefs and magic. Remarkable artistry manifested in expressive images of the beauty of women with different body qualities, continuously stimulates our admiration.

Moreover, the universalism of presenting the most endearing features of femininity in various cultures over a very long period of time is puzzling. These images are first realistic, particularly in the Aurignacian and Gravettian cultures. Later they become more schematic, but equally expressive - as seen in outlines of the breasts and buttocks in the Magdalenian cultures art pieces, made of ivory, various rocks, including flint; the latter is from a recently discovered site in Wilczyce near Sandomierz (Poland).

The evolution of female beauty from Lucy to Homo sapiens was based on the development of new traits of the female figure, which distinguish the human line from other primates by an upright body posture, convex buttocks and rounded breasts. Beauty is one of the manifestations of health and therefore an important criterion for natural selection. In humans, these features, in addition to their reproductive value, began to play an important social role and became the essence of the expression of eroticism and love (constant sexual readiness necessary to maintain monogamy and long-term care for offspring). Paleolithic artists who expressed their feelings in sculptures and engravings many thousands of years ago, brilliantly captured the essence of the beauty of the female body in a few lines, as we see it today.

About the authors:
Professor Anna Burdukiewicz is the head of the Department of Physical Anthropology at the Institute of Sport of the Academy of Physical Education in Wrocław, Poland

Professor Jan Michał Burdukiewicz is the head of the Stone Age Archeology Department at the Institute of Archeology, University of Wroclaw, Poland

 

PIES


Ignasia


Poprosiłem mojego psa, moją Ignasię, żeby napisała coś o mnie. Nie napisała.
Potem ona przyniosła mi kość i dała do zrozumienia, że mam ją zjeść. Nie zjadłem.
Zgubiłem w parku klucz. Po trzech godzinach dreptania w koło, poddałem się. Próbę znalezienia go podjąłem następnego dnia – bezskutecznie! Po kilku dniach znowu poszedłem do parku z Ignasią. Znowu szukałem, znowu bezskutecznie. Usiadłem zgnębiony, a wtedy ona podbiegła do mnie z kluczem w zębach i spojrzała na mnie jakby mówiąc „tego szukasz”?
Zastanawiam się czasami czy przypadkiem ona nie jest ode mnie mądrzejsza? Na swój sposób, oczywiście. Ona wie i może coś, czego ja nie wiem i nie mogę, i vice versa. Nawet podobni jesteśmy do siebie... nie, nie w ten przysłowiowy sposób, polegający na disneyowskiej wizualizacji stylu psa, w który wpasowuje się jego właściciel. Spójrzmy na to w ten sposób: moja Ignasia i ja mamy po cztery kończyny, po parze oczu i uszu, ona jest uwłosiona, ja też, tylko kapkę inaczej, ona ma nerki, serce i wątrobę, ja też, a jakże. Ona kicha, ja kicham, ona puszcza bącale, ja wcale nie mówię że nie puszczam. W jej żyłach płynie krew, w moich też – chemia obu pewnie lekko inna, ale za to i psia i moja jest czerwona, niezależnie od rodowodu. Oboje jemy, trawimy i wydalamy, dwoiście oczywiście. Ją boli, mnie boli, czochranie miłe nam obu; ona ma chciczkę na romans, ja też, a jak nam się urodzą młode, to obie mamusie, psia i ludzka, wykarmią je cycuszkiem z pełnym oddaniem. Luuuudzie, zapytam zatem wprost: czym my się różnimy? Posiadaniem duszy nieśmiertelnej?
A może po prostu to ta współegzystencja od przeszło 15 tysięcy lat uczyniła nas na swój obraz i podobieństwo, takimi jakimi jesteśmy? Co w kontekście tego powiedziałyby krokodyl, myszka polna, lub wymarły 65 milionów lat temu T-Rex? Przecież one też miały nerki i lubiły seks...!

Ja jednak wracam do psów. Kocham moją Ignasię na prawach członka rodziny i wyczuwam wzajemność. Ignasia jest atrakcyjną psią damulką w średnim wieku, która każdego ranka wita mnie opowieścią o snach jakie miała w nocy, a potem zaprasza na spacer po okolicy.

Nie wiem czy tak wyglądały poranki późnopaleolitycznych, magdaleńskich protoplastów nas obojga, ale myślę, że jakiś element tej wstępnej relacji pozostał i manifestuje się dzisiaj w symbiozie naszego istnienia.

O pra-początkach ludzko-psiej koegzystencji opowiada znakomity artykuł Dawida Grimma w sekcji Rośliny i Zwierzęta magazynu Science z 29 października, 2020 roku, który przedkładam tutaj w moim tłumaczeniu. Pod tekstem znajdziecie szereg polskojęzycznych odniesień do psa – istnieje z pewnością wiele więcej. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Jak psy od najdawniejszych czasów wędrowały za ludźmi
DNA z psich szczątków pozwala prześledzić relację z ludźmi w czasie i przestrzeni


Gdzieś pod koniec ostatniej epoki lodowcowej szary wilk ostrożnie zbliżył się do obozowiska ludzi. Te pierwsze nieśmiałe kroki skierowały jego gatunek na ścieżkę dramatycznej transformacji. Co najmniej 15 000 lat temu te wilki stały się psami i odtąd ani one, ani ich ludzcy towarzysze nigdy nie będą już tacy sami. Ale jak ta relacja ewoluowała przez kolejne tysiąclecia, pozostaje tajemnicą. Teraz, w najbardziej wszechstronnym porównaniu starożytnego psiego i ludzkiego DNA, naukowcy zaczynają wypełniać niektóre luki, ujawniając, dokąd psy i ludzie wędrowali razem – i gdzie się rozstawali.

„To naprawdę fajne badania” – mówi Wolfgang Haak, archeogenetyk w Instytucie Nauki o Historii Człowieka im. Maxa Plancka. „Wreszcie zaczynamy dostrzegać, jak historia psa i ludzka historia łączą się ze sobą”.

Psy to jedna z największych zagadek udomowienia. Pomimo dziesięcioleci badań naukowcy wciąż nie ustalili, kiedy i gdzie to nastąpiło, a tym bardziej jak i dlaczego to się stało. Badania z 2016 roku wykazały, że psy mogły zostać udomowione dwukrotnie , raz w Azji i raz w Europie lub na Bliskim Wschodzie, ale krytycy uważają, że nie ma na to w pełni wystarczających dowodów. Kilka lat później raportowano o znalezieniu materiałów świadczących o istnieniu psów w obu Amerykach już 10 000 lat temu, aczkolwiek wydaje się, że te psowate zniknęły bez pozostawienia śladu genetycznego. Inne badania wykazały istnienie starożytnych psów na Syberii i gdzie indziej, ale badacze nie wiedzą, jak się tam dostały ani jak są spokrewnione.

Aby wypełnić niektóre luki, podjęło współpracę dwóch wielkich specjalistów w dziedzinie genetyki psów i ludzi: Greger Larson, biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Oksfordzkiego i Pontus Skoglund, paleogenomik z Instytutu Francisa Cricka. Larsen, Skoglund i koledzy przebadali ponad 2000 zestawów starożytnych szczątków psów sprzed prawie 11 000 lat z Europy, Syberii i Bliskiego Wschodu. W trakcie tego procesu do pięciu już zarejestrowanych, dodali 27 starożytnych genomów psów. Następnie porównali je z genomami 17 ludzi żyjących w tych samych miejscach i czasach co psy.

Samo DNA psa ujawniło pewne niespodzianki. Otóż, 11 000 lat temu istniało już pięć odrębnych ras psów. Jak donosi magazyn Science, dały one początek psom na Bliskim Wschodzie, w północnej Europie, Syberii, Nowej Gwinei i obu Amerykach. Ponieważ do tego czasu psy były już tak bardzo zróżnicowane, „udomowienie musiało nastąpić na długo przedtem” – mówi Skoglund. To zgadza się z dowodami archeologicznymi, bowiem najstarsze szczątki psa pochodzą z Niemiec i datowane są na około 15 000 do 16 000 lat temu.

Co ciekawe, fragmenty tych starożytnych ras są nadal obecne w dzisiejszych psiakach. Jak odkrył zespół badawczy, psy rasy chihuahua wykazują związek genetyczny z przodkami wczesnych psów amerykańskich, podczas gdy psy rasy husky mają sygnatury genetyczne starożytnych psów syberyjskich. „Jeśli zobaczysz w psim parku kilka różnych ras psów”, mówi Skoglund, „każdy z nich może mieć innych przodków, z rodowodem sięgającym 11 000 lat wstecz” (patrz rysunek poniżej).

Dzisiejsze psy posiadają genetyczny związek z psami, które żyły nawet 11 000 lat temu. BERGSTROM AT ALL ., SCIENCE (2020)

Kiedy porównano psie DNA z DNA współczesnych i starożytnych wilków, pojawiła się kolejna niespodzianka. Większość udomowionych zwierząt pobiera materiał genetyczny od swoich dzikich krewnych nawet po udomowieniu, ponieważ z reguły te dwa gatunki żyją w bliskim sąsiedztwie i nadal mogą się parzyć (na przykład świnie i dziki). Ale, co interesujące, psy nie wykazują takiego „przepływu genów” od wilków, natomiast wilki pozyskały od psów nowe DNA – zatem w tym przypadku nastąpiła jednokierunkowa droga wędrówki genów.

Larson przypisuje to bliskim relacjom między psami a ludźmi. Jeśli twoja świnia lub kurczak stanie się nieco bardziej dziki dzięki infuzji dzikiego DNA, nie ma to znaczenia, ponieważ i tak je zjesz, wyjaśnia. Ale psy, gdy stają się rodzime, przestają być dobrymi strażnikami, towarzyszami polowań i przyjaciółmi. „Jeśli jesteś psem i masz w sobie trochę wilka, to dramat” – mówi Larson. Ludzie „pozbędą się takiego psa”.

Analiza wilk-pies sugeruje również, że psy wyewoluowały tylko raz, z wymarłej populacji wilków. Mimo to Larson, który kierował badaniami z 2016 r., dotyczącymi wielu wydarzeń związanych z udomowieniem, twierdzi, że potrzeba więcej danych, aby zamknąć ten temat.

Następnie naukowcy wprowadzili do mieszanki materiał ludzki. Pobrano próbki ludzkiego DNA z tych samych miejsc i epok, z których pochodziło starożytne psie DNA, i prześledzono genetyczną historię każdego z nich. „To tak, jakbyś miał starożytny tekst w dwóch różnych językach i chciałbyś zobaczyć, jak oba języki zmieniły się na przestrzeni czasu” – mówi Skoglund.

W wielu miejscach zespół odkrył silne nakładanie się genomów człowieka i psa. Na przykład w Szwecji, zarówno pierwsi rolnicy jak i ich szczenięta sprzed około 5000 lat temu wykazują pochodzenie z Bliskiego Wschodu. Sugeruje to, że pierwsi rolnicy zabrali ze sobą psy, gdy rolnictwo rozprzestrzeniało się na całym kontynencie. „Innymi słowy, gdy ludzie się przemieszczali, wędrowali ze swoimi psami” – mówi Larson.

Jednakże nie wszędzie historie te biegły wspólnym torem. Pierwsi rolnicy w Niemczech pojawili się około 7000 lat temu i również pochodzili z Bliskiego Wschodu; oni również mieszkali z psami, ale te zwierzęta wydają się bardziej podobne do szczeniąt ludów myśliwsko-zbierackich, które przybyły z Syberii i Europy.

To sugeruje, że wielu wczesnych migrantów adoptowało lokalne psy, które były lepiej przystosowane do nowego dla tych ludzi środowiska, mówi Haak. Korzyści było wiele, dodaje Peter Savolainen, genetyk z Królewskiego Instytutu Technologii i ekspert zajmujący sie pochodzeniem psów. „Były urocze. Można było mieć z nich pożytek. Nawet można było je zjeść”.

Savolainen nazywa te badania „bardzo dokładnymi” i dodaje, że „fantastyczne” jest to, że naukowcy byli w stanie zebrać tak wiele danych, ale od dawna twierdzi, że psy powstały w Azji Południowo-Wschodniej i uważa, że praca jest niekompletna bez próbek z tego zakątka globu. „Bez nich mógłbyś ominąć ważną część obrazu”, dodaje.

Zespół Larsona analizuje „tony” genomów wilka i psa. On i jego koledzy zaczęli również przyglądać się starożytnemu kształtowi czaszki i markerom genetycznym, które mogą dać wskazówki, jak wyglądały wczesne psy. Cokolwiek znajdą, liczą na niespodziankę. „Musimy spodziewać się nieoczekiwanego”, mówi, „ponieważ jest to wszystko, co daje nam starożytne DNA”.
----------------------------

Psie powiedzenia albo powiedzenia o psie:

być wyszczekanym jak pies  |   chodzić za kimś jak pies   |   czepił się jak rzep psiego ogona   |   czuć się/wyglądać jak zbity pies   |   czujny jak pies  |   daj psu palec, a rękę odgryzie   |   francuski piesek   |   jak pies je, to nie szczeka, bo mu miska ucieka    |   jak psu z gardła wyjęty / wyciągnięty   |   łgać jak pies   |   na psa urok   |   ni pies, ni wydra   |   nie dla psa kiełbasa   |   odszczekać coś jak pies   |  pies na baby   |   pies ogrodnika   |   pies Pawłowa   |   pies z nim tańcował   |   pies z kulawą nogą tu się nie pojawi   |   pieskie życie/los   |   pogoda pod psem   |   psiakość   |   psiakrew,   |   psi grzyb   |   psi obowiązek   |   psi synu   |   psim swędem   |   psu na budę   | psy szczekają, a karawana jedzie dalej   |   psy wojny   |    psi węch   |   zejść na psy   |  tanie mięso psi jedzą   |   tu leży pies pogrzebany   |  wierny jak pies   |   wieszać na kimś psy   |   wyć jak pies do księżyca   |    zabierać się jak pies do jeża    |   za psie pieniądze   |   zdechł pies   |   zimno jak w psiarni   |   żyć jak pies z kotem

Uzupełnienia Czytelników:

- pies ci mordę lizał > Andrzej C.
- psiamać > Jerzy Z.

Radio Station Babice

Photo from the period of the Radio Station's operation, source: website trcn.pl/


Found on the website: Science in Poland
The following article appeared in Polish only.
Here is the translation for all my English readers.



Voice Across the Ocean
Echoes of Radio Station Babice

If it still existed today, it would rise above the observation deck of the Palace of Culture in Warsaw. It was the second largest radio station in the world. From 10 huge towers - 126 meters high - telegrams were broadcast across the Atlantic. The area bombed by the Germans is now covered with forest. Among the trees, you can still find elements of an impressive broadcasting station, thanks to which Poland established direct contact with America in the interwar period.

From 1923, half of Europe sent telegrams from Poland to America via the Transatlantic Radiotelegraphic Broadcasting Center. Dozens of engineers and technicians commuted to work along Radiowa Street. Later, they lived with their families in the new "Osiedle Łączności". The estate, expanded at today's Military University of Technology, was renamed Boernerowo in 1936 to commemorate Ignacy Boerner, the Minister of Posts and Telegraphs.

Poland earned good money in the 1920s and 1930s selling commercial telegraph services. Economic contacts cannot be overestimated. Doing business across the ocean paid off: if the message had traveled by ship, it would have arrived later than it had been carried on radio waves. Communication over huge distances for those times, accelerated unprecedentedly.

The transmitter had a very high power, thanks to which it was possible to connect with North and South America. The receivers were located in Argentina and the United States. The Warsaw station was one of the best technically equipped in the world. Two machine transmitters, 200 kW each, were powered by a 500 kW diesel-powered generator. The transmitting equipment located in the Headquarters ensured 24-hour communication with the USA. In summer, 30 words per minute were broadcast, and in winter twice as many, because the conditions for the spreading of the waves improved.

Photo from the period of the Radio Station's operation, source: website trcn.pl/

The Poles did not manage to destroy the installation before the enemy took it over in September 1939. The order of Marshal Edward Rydz-Śmigły was not carried out. The radio station allowed the Nazis to communicate with the U-boat fleet and with Japan. Long waves allowed them to contact freely with submarines sailing in the Atlantic. Therefore, the Germans blew up the radio station only just before the end of the war. The detonation wave caused to fall out the windows of the houses in the nearby village of Babice.

In Fort Radiowo, you can still find the remains of a great technical base: guard booths or metal construction elements. The splendor of this interwar radio station has been forgotten. A similar installation, slightly smaller, has survived in Sweden. Today it is no longer used, but it is a museum object and is entered on the UNESCO list.

Much later, the Military University of Technology was established nearby, and now in the spirit of communal cooperation, it supports the idea of establishing there the Science Center - Museum of the Transatlantic Radiotelegraphic Broadcasting Center in Babice. The Faculty of Electronics of the Military University of Technology is seeking the creation of an engineering studio at the university for enthusiasts and scientists involved in the reconstruction of the historic MEWA transmitter, which is to become an exhibit of the museum.

The technology came from America (Radio Corporation of America). The huge investment required adequate land. A plot of 1 km by 4 km was designated in the area north-west of Warsaw, between the villages of Wawrzyszew and Babice.

“They were very long waves. The antenna masts of the Alexanderson system were spaced almost 3.5 km, which allowed to reach frequencies of 16.4 kHz and 14.29 kHz. Two transmitters had an impressive power of 200 kW each. They worked individually, but it was possible to combine them and obtain a greater range "- explains Dr. Eng. Mateusz Pasternak from the Faculty of Electronics of the Military University of Technology in an interview with the Science in Poland website.

“At that time, the largest radio station in the world was in the USA. Ours was second. Only telegrams were transmitted. At that time, there was no known method that would allow the transmission of sound with this broadcasting system. It was only at the end of the 1930s that it was possible to broadcast radio programs for the Polish diaspora all over the world,” he adds.

The MEWA radio station is to broadcast short-wave programs commemorating the history of the transatlantic radio station. The museum is to cherish the memory of its engineers and builders and the epochal event in the history of Poland, which was the establishment of direct radio communication with the United States.

Photo from the period of the Radio Station's operation, source: website trcn.pl/

 


Biały koń w Uffington, Oxfordshire, AP Photo - Emily Cleaver

Zanim będzie o koniu, spójrzmy na kilka faktów dotyczących związków genetycznych człowieka z pewnymi elementami natury. Może dzięki temu lepiej zrozumiemy dlaczego koń jest nam tak miły.

Cytuję za FactChecker: „Ludzie dzielą DNA z tysiącami żywych organizmów, od bananów przez robaki po drożdże. To dlatego, że wszystkie rośliny, zwierzęta i grzyby wyewoluowały ze wspólnego przodka ponad 1,5 miliarda lat temu. Tak więc ludzie dzielą 24% swoich genów z winogronami, 24% z ryżem, 38% z glistami i 44% z pszczołami miodnymi. Podobieństwa genetyczne podlegają pewnemu zaburzeniom, wywoływanym przez instrukcje jakie geny otrzymują aby rozdzielić się na różne typy żywych istot. Ludzie i szympansy współdzielą 99% swoich genomów – stanowiących nasz i ich schemat genetyczny, ale kluczem jest tutaj ta jednoprocentowa różnica. Z naukowego punktu widzenia najistotniejsze jest zrozumienie, jak geny kodują ludzi, szympansy czy krowy, ale to jest coś, czego nauka jeszcze nie kuma. Według badań opublikowanych w 2009 roku w czasopiśmie Science, wiemy, że krowy i ludzie mają aż 80% wspólnego budulca wszelkiego życia na Ziemi, a jednocześnie jesteśmy genetycznie bliżsi wielu innym gatunkom niż krowom, w tym kotom, psom i koniom.” Jest to raczej oczywiste, skoro u koni i ludzi występuje aż 80 podobnych schorzeń, takich choćby jak zapalenie stawów, czy zespół Downa, wywoływany dodatkową kopią chromosomu 21, co nazywane jest trisomią 21. U koni odpowiada on chromosomowi 26, i podobnie jak ludzie, niektóre konie rodzą się z dodatkowym chromosomem 26 (trisomia 26). Ponadto, genom konia ma 32 pary chromosomów i zawiera mniej więcej taką samą ilość par zasad jak genom człowieka, czyli trzy miliardy. Ponadto, wydaje się zawierać rozległe regiony DNA, które nie kodują genów, podobnie jak genom ludzki. Zatem, jak sądzę, Benedykt Chmielowski słusznie zauważa, że „koń, jaki jest, każdy widzi”. Tak, każdy, ale po swojemu, ot choćby tak jak na ilustracji poniżej, która natychmiast przywodzi na myśl znaną i powszechnie widywaną grafikę wektorową, 

Autor: Seamartini | Źródło: Depositphotos

z tym, że zachwycający gracją, galopujący koń liczy sobie 3000 lat, ma wielkość boiska piłkarskiego i znajduje się około półtorej godziny jazdy samochodem z Londynu na wschód.

O tym genialnym wyobrażeniu, jego historii i przetrwaniu po dzień dzisiejszy w tak idealnym stanie opowiada artykuł Emily Cleaver z 6 lipca, 2017 roku, opublikowany w Smithsonian Magazine.


Wbrew wszelkim przeciwnościom,
potężny koń z kredy przetrwał w Anglii 3000 lat

Czyszczenie konia z Uffington to sąsiedzkie zajęcie
Emily Cleaver


Kiedy stoisz w dolinie w pobliżu angielskiej wioski Uffington w hrabstwie Oxfordshire i patrzysz w górę na wysoką krzywiznę kredowej łąki nad sobą, w obrazie wyraźnie dominuje jedna rzecz. Po zboczu wzgórza biegnie ogromny abstrakcyjny biały, koń,  ułożony z patyczków w czystej kredzie. Ma szczupłe, szerokie ciało, przysadziste nogi, ciekawie długi ogon i okrągłe oko osadzone w kwadratowej głowie.

To Biały Koń z Uffington - najstarsza z angielskich figur rozlokowanych na róznych pagórkach. Liczący 3000 lat piktogram wielkości boiska do piłki nożnej jest widoczny z odległości 20 mil. Tego lipcowego poranka [kiedy tutaj jestem] na niższych zboczach pagórków widać niewielkie czarne plamki – to małe grupki ludzi wspinających się powoli w górę. Przychodzą wyczyścić konia.

Dzisiaj jest kredowy dzień, rytuał czyszczenia, który odbywa się tu regularnie od trzech tysiącleci. Rozdaje się młotki, wiadra kredę i nakolanniki i każdemu przydzielone zostaje miejsce. Kredarze klękają i rozbijają kredę na pastę, centymetr po centymetrze wybielając kamieniste ścieżki w trawie. „To największa na świecie kolorowanka między wytyczonymi liniami”, mówi George Buce, jeden z uczestników.

Kredowanie lub „mycie” konia było już starożytnym zwyczajem, gdy w 1736 roku
rwspominał o tym antykwariusz Franciszek Wise . „Ceremonia czyszczenia konia była od niepamiętnych czasów uroczystym zgromadzeniem ludzi ze wszystkich wiosek w okolicy”, pisał.

W przeszłości tysiące ludzi przychodziło na czyszczenie, organizując jednocześnie jarmark na terenie pobliskiego prehistorycznego fortu. Obecnie jest to skromniejsze wydarzenie. Jedyne dźwięki to wiatr, odległy śpiew ptaków i stukanie młotków rozbijających kredę, co można poczuć pod stopami..

Organizacja ochrony zabytków, National Trust, nadzoruje kredowanie, dbając o zachowanie oryginalnego kształtu konia. Ale praca jest wykonywana przez każdego, kto chce przyjść. Lynda Miller pracuje na oku, kole wielkości koła samochodu. „Koń zawsze był częścią naszego życia” – mówi. „Jesteśmy naprawdę podekscytowani, że dzisiaj oczyszczamy oczy. Kiedy byłam małą dziewczynką i przyjeżdżałam tu z mamą i ojcem, oko było szczególnym miejscem. Tam wyrażaliśmy swoje skryte życzenia, wierząc, że się spełnią.

Strażnik National Trust, Andy Foley, rozdaje młotki. „To musiało się odbywać w podobny sposób, odkąd powstał na zboczu wzgórza”, mówi. „Gdyby ludzie nie dbali, to konia nie byłoby w ciągu 20 do 30 lat; byłby całkowicie zarośnięty i zerodowany. Podążamy śladami starożytnych, robiąc dokładnie to, co robili przez 3000 lat”.

„W tym krajobrazie jest coś wyjątkowego, co przyciąga ludzi” — mówi archeolog David Miles. W latach 90. prowadził tutaj prace wykopaliskowe w miejscu, które pozwoliło ustalić prehistoryczną datę dla konia. Przed wykopaliskami sądzono, że projekt był tylko wydrapany na kredowej powierzchni, a zatem nie dawał się datować, ale zespół Milesa odkrył, że figura została w rzeczywistości wycięta we wzgórzu do głębokości jednego metra. Oznaczało to, że możliwe było zastosowanie techniki zwanej optycznie stymulowaną luminescencją, skuteczną do datowania warstw kwarcu w wykopie.

„Był starszy, niż się spodziewałem” — wspomina Miles. „Wiedzieliśmy już, że musi być starożytny, ponieważ wzmiankowano o nim w XII-wiecznym rękopisie Cuda Wielkiej Brytanii, więc najwyraźniej już wtedy był stary. A abstrakcyjny kształt konia jest bardzo podobny do wyobrażeń koni na starożytnych brytyjskich monetach sprzed ponad 2000 lat. Ale nasze datowanie wykazało, że był jeszcze starszy. Mianowicie, okazało się, że pochodzi z początku epoki żelaza, a może nawet końca epoki brązu, czyli sprzed prawie 3000 lat”.

Rowy zostały wykopane za pomocą narzędzi z poroża i drewnianych łopat — ciężkie, pracochłonne zadanie. W jaki sposób budowniczowie zaplanowali i wykonali tak wielką figurę, kiedy pełny efekt można było zobaczyć dopiero z odległości kilku mil, wciąż pozostaje tajemnicą.

Nikt nie wie na pewno, dlaczego powstał ten koń. „To piękny kształt, bardzo elegancki” – mówi Miles. „Wygląda jakby brykał po zboczu wzgórza. Jeśli spojrzysz na niego z dołu, słońce wschodzi zza niego i przechodzi nad nim. W sztuce celtyckiej często pokazuje się konie ciągnące rydwan słońca, więc może o tym tutaj myśleli.

Koń od początku wymagał regularnej pielęgnacji aby pozostać widocznym. Może wydawać się dziwne, że twórcy konia wybrali tak łatwo zniszczalną formę dla swojej figury, ale archeolodzy uważają, że mogło to być celowe. Postać z kredowego wzgórza wymaga grupy społecznej, aby ją utrzymać, i może być tak, że dzisiejsze sprzątanie jest echem wczesnego rytualnego zgromadzenia, które było częścią pierwotnej funkcji konia.

W Berkshire Downs, gdzie koń się znajduje, jest wiele prehistorycznych stanowisk. W pobliżu przebiega Ridgeway, najstarsza droga w Wielkiej Brytanii. To serce wiejskiej Anglii, a koń jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zabytków w kraju, oznaką tożsamości odciśniętą w krajobrazie. Podczas II wojny światowej figura była pokryta darnią i żywopłotami, żeby bombowce Luftwaffe nie mogły używać jej do nawigacji (Oxford jest około 30 minut jazdy samochodem, a Londyn około półtorej godziny.)

Dla lokalnej społeczności jest to część codziennego życia. Mieszkańcy wioski podobno urządzają sobie pokoje tak, aby siedzieć twarzą w kierunku konia. Na miejscu pozostawiane są ofiary, kwiaty, monety i świece.

Ludzie, którzy przychodzą na kredowanie, mają różne motywacje. Martha Buckley pokrywa świeżą kredą końską szyję. „Jestem neo-poganką i czuję, że łączy mnie to z ziemią — ma dla mnie wielkie znaczenie duchowe” – mówi. Lucy Bartholomew przywiozła swoje dzieci. „Dobrze jest móc im wytłumaczyć, dlaczego ten koń jest tutaj”. Geoff Weaver uważa, że zachowanie historii jest konieczne: „Jeśli tego nie zrobimy, koń zniknie, a świat będzie bardziej żałosnym miejscem” – dodaje.

Na wzgórzu nie można od razu zobaczyć całego konia; krzywizna stoku staje na przeszkodzie, sama jego skala dezorientuje oko. Całe zdjęcie można zrobić tylko z doliny poniżej. Z tej dużej odległości koń jest maleńką, białą postacią, bezczasowo tańczącą na zboczu wzgórza. Ale dla ludzi, którzy mieszkają w pobliżu i opiekują się koniem, jest to monumentalne nawiązanie do starożytnej przeszłości Wielkiej Brytanii.



 12 / 8 / 2026 POLSZCZYZNA Język polski jest ponoć jednym z najtrudniejszych języków na świecie. Najdobitniejszym dowodem na to wydaje mi si...