PIUS II
| Papież Pius II kanonizuje Katarzynę z Sieny |
Enaesz żył jak bohater renesansowej powieści, pisał jak humanista, kochał jak poeta, a potem został głową Kościoła. W swojej autobiografii Commentarii, napisanej w trzeciej osobie, zanotował, że „Eneasz w młodości nie był godny kapłaństwa; dopiero później zrozumiał, jak marne były jego dawne namiętności.”
W marcu 1446 roku, jako czerdziestolatek został księdzem, a dokładnie subdiakonem Wiednia i wykładowcą antycznej poezji w tamtejszym uniwersytecie. Najniższe ze święceń wyższych w Kościele Katolickim upoważniało go do przygotowania wszystkiego do Eucharystii, zanoszenia do ołtarza kielicha z winem i czytania przy pulpicie Listów Apostolskich. Przemianę jaka się w nim dokonała, zważywszy organiczny brak pociągu do bożej służby, można pewnie traktować jako urzędnicze wypalenie się w charakterze sekretarza cesarskiego, papieskiego oraz antypapieskiego. Te częste zmiany osobistej wierności sużbie danej chwili musiały bez wątpienia coraz bardziej obciążać moralny kręgosłup szlachcica Piccolominiego trzech imion, więc zastąpił pałacowy blichtr kościelną ascezą, bo to Kościół gwarantował realna władzę. Zastąpił, ale tylko na 409 dni, po których to założył mitrę biskupa Triestu. Na kapelusz kardynalski poczekał chwilę, ale jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1456 roku już go miał na głowie, dokładając do tego biskupstwo sienienskie i wktórtce potem, ze względu na swoje pro-krzyżackie sympatie, także biskupstwo warmińskie z siedzibą w Lidzbarku (!), którego nota bene nigdy nie odwiedził, a było tam co zobaczyć. Na tiarę papieską czekał natomiast ledwie rok i kilka dni. Z dzisiejszej perspektywy była to kariera typu luxtorpeda - wręcz modelowa dla kościoła tamtych czasów.
Z jednej strony Kościół ma za sobą błyskawiczne kariery renesansowych kardynałów, którymi nierzadko stawali się już wcześni nastolatkowie, by w ciągu następnych 8-20 lat, zasiąść na Piotrowym Stolcu. Z drugiej zaś strony mamy długie, spokojne drogi na szczyt współczesnych papieży, z typowym czasem 40-55 lat od pierwszych święceń do papiestwa. Wracając do Eneasza, wiemy, że ciągnęło go do wiedzy, i to tak dalece, że osiągnąwszy wiek maturalny (wedle dzisiejszej normy) czmychnął z domu w świat. Osiemnastek z fantazją i z jakąś tam kasą na wolności, no może nie taką na hulaszczy tryb życia, ale posiadającą niezwykłe właściwości magnetyczne wobec dzierlatek, to świetna recepta na obfite figle w w sferze kontrolowanej pezez Wenerę i Erosa. Detale poszły w eter tamtych czasów, ale o postformatywnym dwudziestoleciu przyszłego duchownego wnioskować można retrospektywnie z rezultatów schyłkowej fazy tego okresu w jego życiu. A był to okres, dynamiczny, szczególnie jeśli chodzi o antyk w jego literackiej wersji. Przyszły papież zadurzył się w Horacym, Wergiliuszu oraz Owidiuszu naraz, tak jakby prekursorsko, na modłę kochania promowaną przez Kabaret Starszych Panów, czyli
Wespół w zespół, wespół w zespół,
By żądz moc móc zmóc,
i w swoich pismach naśladował ich najpłodniej, to znaczy panów antycznych, a nie tych starszych. A skoro już mowa o zadurzaniu się i płodności, to powiedzmy sobie, że antyczne wzorce literackie najlepiej wykorzystał w swoich dwóch największych dziełach tego okresu, mianowicie, „Chrisis” i „Historia de duobus amantibu”. Oba były w wielkiej mierze zapisem obfitych doświadczeń osobistych. Innymi słowy, Eneasz figlował, badając emocje oraz relacje międzyludzkie w środowisku dworskim. Czynił to z wdziękiem, ale i z wigorem, produkujac dwójkę dzieci, a może i trzecie, które przypisywano mu na zasadzie prawdopodobieństwa wyssanego z treści jego pism o charakterze nie tyle biograficznym co głęboko erotycznym. Aż dziwne, że oprócz poczętego w Strassburgu drugiego syna, nie wpakowano mu do kołyski jeszcze siedmiorga następnych bachorów.
Dygresja o dzieciach
Córka była z matki Szkotki, z którą w latach 1435–1436 Eneasz miał krótki związek podczas misji dyplomatycznej do króla Szkotów, Jakuba I. W Commentarii, pisząc w trzeciej osobie informuje o tym tak: „Habuit ex ea filiam, cui postea dotem deedit; nec solum ex hac, sed ex aliis quoque mulieribus liberos suscepit.” (Miał z nią córkę, której później dał posag; i nie tylko z nią, ale i z innymi kobietami miał dzieci.) Wspomina córkę z nutą melancholii jako dziecko, które pozostało daleko, w kraju obcym i surowym – zimnym, dzikim, pełnym mgieł, wichrów i nieprzyjaznych dróg, gdzie „natura jest twarda, a ludzie jeszcze twardsi”. Sam zaznał tam boleśnie głodu, zimna, niewygód i niebezpieczeństw, przypłacając pobyt problemami zdrowotnymi do końca życia. W jego szkocką mizerię nieco ciepła wniosła jedynie matka dziecka, aczkolwiek nie znamy nawet ich imion, co typowe jest dla renesansowej dyskrecji. Więcej o niej nie wiemy, a o nieco starszym synu nawet jeszcze mniej. Generalnie przyjąć można, że Giovanni (albo Antonio) zmarł młodo, prawdopodobnie przed osiągnięciem znaczącej pozycji społecznej, nie odgrywając żadnej roli w polityce ani w strukturach kościelnych i nie będąc promowanym przez ojca po jego wyborze na papieża. Ten brak papieskich beneficjów dla syna jest znaczący w zestawieniu z nepotyzmem praktykowanym przez innych papieży XV wieku.
Odbił to sobie usynowiając syna siostry, Francesco Todeschiniego, którego w ramach adopcji rodowo-heraldycznej uczynił dziedzicem lini, nadając mu prawo do nazwiska oraz herbu Piccolominich i nazywania się Francesco de Piccolominibus. Gdy F de Pi skończył dwadzieścia jeden lat, Pius II mianował go kardynałem-diakonem Bazyliki św. Eustachego w Rzymie na następne 43 lata. Kiedy minęły, został Piusem III, ale tylko na 26 dni, bowiem wrzód na nodze odprowadził go bezdzietnie do Piotrowych wrót.
Jasno z tego wynika, że sprawę dynasti pokpił Eneasz, który prawiczka wysłał w kardynały zamiast popychać go do smalenia cholewek do dziewek, ot choćby na przykładzie swoich lat swawolenia. Przecież wystarczyłoby zabrać młokosa na przechadzkę i zatrzymywać się wszędzie gdzie sztuka erotyczna i miłość profanum ziały z murów antyku słowem i kreską. Może Francesco zaskoczyłby, a jeśli nie, to od czegóż była literatura młodości Eneasza P., pełna cielesności i pożądania w osobie Chrisis, literackiej figury kobiecego piękna, które przyciąga jak χρυσός = złoto. Czytając, młodzik nie doznałby szoku bowiem tekst nie był pornosłowny. Wręcz przciwnie, Eneasz, wówczas wciąż jeszcze przyszły papież, poddaje cielesność estetyzacji, fragmentaryzacji i retorycznej celebracji, więc chłoptyś, również przyszły papież, zamiast naginać się przedwcześnie do woli bożej, zakosztowałby stosownego do wieku okołolędźwiowego bulgotania krwi i skardynalał dopiero dwadzieścia kilka lat później, niczym jego wuj rodzony. Niestety, Francesco najwyraźniej czytał jedynie Biblię i psalmy zamiast „Chrisis” lub wujową „Historię o dwójce kochanków” (Historia de duobus amantibus), opowiadającą romans miłosny Lukrecji, pewnej mężatki z Sienny z Eurialem, młodzianem z otoczenia księcia Austrii.
Lukrecja, niewątpliwie kochanica Eneasza, nawiązuje imieniem
do wzoru kobiecej cnoty i wierności małżeńskiej (pudicitia), swojego
pierwowzoru z Ab urbe condita autorstwa Tytusa Liwiusza. Lukrecja
antyczna popełnia po gwałcie samobójstwo, aby zachować honor, ale czy 1500 lat
później pudicitia wciąż była opoką moralności w Siennie? Osądźcie sami:
|
Haerebat
complexibus, nec discedere volebat; |
Trwał w uścisku i nie chciał się oddalić; |
|
manus in manu,
pectus pectori iungebatur. |
dłoń splatała się z dłonią, pierś przylgnęła do
piersi. |
|
Oculi
loquebantur, quod verba celabant |
Oczy mówiły to, co słowa musiały ukrywać. |
|
Cupido instabat,
sed honestas retinebat. |
Kupidyn naciskał, ale uczciwość go powstrzymała. |
|
Oscula mille
dedit, mille accepit, |
Dawał jej tysiąc pocałunków i tysiąc przyjmował, |
|
nec sat erat
labiis, sed ora manusque - |
a nie wystarczały już same usta — |
|
in mutuum certamen ibant. |
twarz i dłonie wchodziły w coraz śmielszą grę. |
|
Ardebat amor,
pudor tamen repugnabat. |
Miłość płonęła, choć wstyd jeszcze stawiał opór. |
Kim faktycznie była mężatka Lukrecja, nie wiadomo, ale Eurial to bez cienia wątpliwości Eneasz,. Pierwowzorem Euriala jest Euryalus z Eneidy Wergilusza, imię etymologicznie rozumiane jako „człowiek szerokiego świata”, jakim Eneasz był stuprocentowo. Pisał o sobie. Był wszędzie (prawie), widział wszystko (niemal), doświadczył pełni wszelakich doznań i w formie eleganckiej sugestii wyrażał to co Boccacio erotyzował całkiem dosłownie, o czym czytajcie na stronach numer 128+ „Opowieści dziesiątej” Dekamerona. Sto lat później przyszły papież erotyzuje z konsekwentną niedosłownością. Koncentruje się na pocałunkach, dotyku dłoni, bliskości ciał. Jego słowa budują obraz cielesnej obecności, nie przekraczając jednak granicy dosłowności. Ma to podwójny efekt - wzmacnia napięcie erotyczne, ale jednocześnie przenosi punkt ciężkości z fizjologii na doświadczenie emocjonalne, czyniąc ten utwór proto-powieścią i zarazem zapowiedzią tego co w literaturze nadchodzi.
Kto doczytał do kropki powyżej dostaje bonus, to znaczy informację o możliwości przeczytania po polsku o przedpapieskich amorach przyszłego papieża. Powyżej „zadomowiłem” już fakt, że on sam jest zarówno autorem jak i postacią z utworu, jakby autoportretem samego siebie z okresu figlarnego.
Tym bonusem jest informacja, że oryginalny przekład z końca XVI w. utworu Historia de duobus amantibus Piccolominiego w tłumaczeniu Krzysztofa Goliana na język polski zachował się w jedynym istniejącym egzemplarzu i znajduje się w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Golian przerobił tekst łaciński na wiersz trzynastozgłoskowy z rymami, inspirowany językiem Jana Kochanowskiego i zatytułował Historyja piękna o miłości Euriala z Lukrecyją. Komu Wrocław nie podrodze, niech szuka w Internecie - podobno istnieją nieoficjalne e-booki / pliki PDF pod tytułami typu Opowieść o miłości Euriala i Lukrecji.