PIUS II

Papież Pius II kanonizuje Katarzynę z Sieny



For English version, please scroll down


Osiemnastego października 1405 roku, w Corsignano, w toskańskim regionie przyrodniczo-kulturowym Val d’Orcia (Dolina Rzeki Orcia), przyszedł na świat Pius II, przyszły papież, którym na Stolicę Piotrową wybrany został 53 lata później. Przez lata formatywne i znaczną część życia, Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini, jak nazywał się zanim zapapieżył, wcale nie zamierzał zostać duchownym, a bycie Ojcem Świętym wręcz nie było mu po drodze. Dojrzewał fizycznie pracując z ojcem dla dobra rodziny. Charakter i psychikę kształtował podtrzymując matkę odprowdzającą na cmentarz pietnaścioro swoich dzieci, jego braci i sióstr. Intelektualnie formował się czytając najpierw co popadło, a później, łykając nauki humanistyczne i prawo cywilne na uniwersytetach w Sienie i Florencji. Nie jego życiorys wszakże jest głównym tematem tego artykułu, tylko kosmate nieco myśli ojca nieślubnego syna i innych dzieci, który przeszedł długą drogę od namiętności do duchowości oraz marzył o założenieu papieskiej dynastii, do czego nie doszło, choć niewiele brakowało żeby się ziściło.

Enaesz żył jak bohater renesansowej powieści, pisał jak humanista, kochał jak poeta, a potem został głową Kościoła. W swojej autobiografii Commentarii, napisanej w trzeciej osobie, zanotował że „Eneasz w młodości nie był godny kapłaństwa; dopiero później zrozumiał, jak marne były jego dawne namiętności.”

W marcu 1446 roku, jako czterdziestolatek został księdzem, a dokładnie subdiakonem Wiednia i wykładowcą antycznej poezji w tamtejszym uniwersytecie. Najniższe ze święceń wyższych w Kościele Katolickim upoważniało go do przygotowania wszystkiego do Eucharystii, czyli zanoszenia do ołtarza kielicha z winem i czytania przy pulpicie Listów Apostolskich. Przemianę jaka się w nim dokonała, zważywszy organiczny brak pociągu do bożej służby, można pewnie traktować jako urzędnicze wypalenie się w charakterze sekretarza cesarskiego, papieskiego oraz antypapieskiego. Te częste zmiany osobistej wierności sużbie danej chwili musiały bez wątpienia coraz bardziej obciążać moralny kręgosłup szlachcica Piccolominiego trzech imion, więc zastąpił pałacowy blichtr kościelną ascezą, bo to Kościół gwarantował realna władzę. Zastąpił, ale tylko na 409 dni, po których to założył mitrę biskupa Triestu. Na kapelusz kardynalski poczekał chwilę, ale jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1456 roku już go miał na głowie, dokładając do tego biskupstwo sienienskie i wktórtce potem, ze względu na swoje pro-krzyżackie sympatie, także biskupstwo warmińskie z siedzibą w Lidzbarku (!), którego nota bene nigdy nie odwiedził, a było tam co zobaczyć. Na tiarę papieską czekał natomiast ledwie rok i kilka dni. Z dzisiejszej perspektywy była to kariera typu luxtorpeda - wręcz modelowa dla kościoła tamtych czasów.

Dygresja o młodocianych kardynałach
Z jednej strony Kościół ma za sobą błyskawiczne kariery renesansowych kardynałów, którymi nierzadko stawali się już wcześni nastolatkowie, by w ciągu następnych 8-20 lat, zasiąść na Piotrowym Stolcu. Z drugiej zaś strony mamy długie, spokojne drogi na szczyt współczesnych papieży, z typowym czasem 40-55 lat od pierwszych święceń do papiestwa.

Wracając do Eneasza, wiemy, że ciągnęło go do wiedzy, i to tak dalece, że osiągnąwszy wiek maturalny (wedle dzisiejszej normy) czmychnął z domu w świat. Osiemnastek z fantazją i z jakąś tam kasą na wolności, no może nie taką na hulaszczy tryb życia, ale posiadającą niezwykłe właściwości magnetyczne wobec dzierlatek, to świetna recepta na obfite figle w w sferze kontrolowanej pezez Wenerę i Erosa. Detale poszły w eter tamtych czasów, ale o postformatywnym dwudziestoleciu przyszłego duchownego wnioskować można retrospektywnie z rezultatów schyłkowej fazy tego okresu w jego życiu. A był to okres, dynamiczny, szczególnie jeśli chodzi o antyk w jego literackiej wersji. Przyszły papież zadurzył się w Horacym, Wergiliuszu oraz Owidiuszu naraz, jakoś tak prekursorsko, na modłę kochania promowaną przez Kabaret Starszych Panów, czyli
Wespół w zespół, wespół w zespół,
By żądz moc móc zmóc,

i w swoich pismach naśladował ich najpłodniej, to znaczy panów antycznych, a nie tych starszych. A skoro już mowa o zadurzaniu się i płodności, to powiedzmy sobie, że antyczne wzorce literackie najlepiej wykorzystał w swoich dwóch największych dziełach tego okresu, mianowicie, „Chrisis” i „Historia de duobus amantibu”. Oba były w wielkiej mierze zapisem obfitych doświadczeń osobistych. Innymi słowy, Eneasz figlował, badając emocje oraz relacje międzyludzkie w środowisku dworskim. Czynił to z wdziękiem, ale i z wigorem, produkujac dwójkę dzieci, a może i trzecie, które przypisywano mu na zasadzie prawdopodobieństwa wyssanego z treści jego pism o charakterze nie tyle biograficznym co głęboko erotycznym. Aż dziwne, że oprócz poczętego w Strassburgu drugiego syna, nie wpakowano mu do kołyski jeszcze siedmiorga następnych bachorów.
Dygresja o dzieciach
Córka była z matki Szkotki, z którą w latach 1435–1436 Eneasz miał krótki związek podczas misji dyplomatycznej do króla Szkotów, Jakuba I. W Commentarii, pisząc w trzeciej osobie informuje o tym tak: „Habuit ex ea filiam, cui postea dotem deedit; nec solum ex hac, sed ex aliis quoque mulieribus liberos suscepit.” (Miał z nią córkę, której później dał posag; i nie tylko z nią, ale i z innymi kobietami miał dzieci.) Wspomina ją z nutą melancholii jako dziecko, które pozostało daleko, w kraju obcym i surowym – zimnym, dzikim, pełnym mgieł, wichrów i nieprzyjaznych dróg, gdzie „natura jest twarda, a ludzie jeszcze twardsi”. Sam zaznał tam boleśnie głodu, zimna, niewygód i niebezpieczeństw, przypłacając pobyt problemami zdrowotnymi do końca życia. W jego szkocką mizerię nieco ciepła wniosła jedynie matka dziecka, aczkolwiek nie znamy nawet ich imion, co było typowe dla renesansowej dyskrecji. Więcej o niej nie wiemy, a o nieco starszym synu nawet jeszcze mniej. Generalnie przyjąć można, że Giovanni (albo Antonio) zmarł młodo, prawdopodobnie przed osiągnięciem znaczącej pozycji społecznej, nie odgrywając żadnej roli w polityce ani w strukturach kościelnych i nie będąc promowanym przez ojca po jego wyborze na papieża. Ten brak papieskich beneficjów dla syna jest znaczący w zestawieniu z nepotyzmem praktykowanym przez innych papieży XV wieku. Odbił to sobie usynowiając syna siostry, Francesco Todeschiniego, którego w ramach adopcji rodowo-heraldycznej uczynił dziedzicem lini, nadając mu prawo do nazwiska oraz herbu Piccolominich i nazywania się Francesco de Piccolominibus. Gdy F de Pi skończył dwadzieścia jeden lat, Pius II mianował go kardynałem-diakonem Bazyliki św. Eustachego w Rzymie na następne 43 lata. Kiedy minęły, został Piusem III, ale tylko na 26 dni, bowiem wrzód na nodze odprowadził go bezdzietnie do Piotrowych wrót.

Jasno z tego wynika, że sprawę dynasti pokpił Eneasz srodze, bowiem wysłał prawiczka w kardynały zamiast popychać go do smalenia cholewek do dziewek, ot choćby na przykładzie swoich lat swawolenia. Przecież wystarczyłoby zabrać młokosa na przechadzkę i zatrzymywać się wszędzie gdzie sztuka erotyczna i miłość profanum ziały z murów antyku słowem i kreską. Może Francesco zaskoczyłby, a jeśli nie, to od czegóż była literatura młodości Eneasza P., pełna cielesności i pożądania w osobie Chrisis, literackiej figury kobiecego piękna, które przyciąga jak χρυσός = złoto. Czytając, młodzik nie doznałby szoku bowiem tekst nie był pornosłowny. Wręcz przciwnie, Eneasz, wówczas wciąż jeszcze przyszły papież, poddaje cielesność estetyzacji, fragmentaryzacji i retorycznej celebracji, więc chłoptyś, również przyszły papież, zamiast naginać się przedwcześnie do woli bożej, zakosztowałby stosownego do wieku okołolędźwiowego bulgotania krwi i skardynalał dopiero dwadzieścia kilka lat później, niczym jego wuj rodzony. Niestety, Francesco najwyraźniej czytał jedynie Biblię i psalmy zamiast „Chrisis” lub wujową „Historię o dwójce kochanków” (Historia de duobus amantibus), opowiadającą romans miłosny Lukrecji, pewnej mężatki z Sienny z Eurialem, młodzianem z otoczenia księcia Austrii.

Lukrecja, niewątpliwie kochanica Eneasza, nawiązuje imieniem do wzoru kobiecej cnoty i wierności małżeńskiej (pudicitia), swojego pierwowzoru z Ab urbe condita autorstwa Tytusa Liwiusza. Lukrecja antyczna popełnia po gwałcie samobójstwo, aby zachować honor, ale czy 1500 lat później pudicitia wciąż była opoką moralności w Siennie? Osądźcie sami:

Przyszły papież Pius II Historia de duobus amantibus

Haerebat complexibus, nec discedere volebat;

Trwał w uścisku i nie chciał się oddalić;

manus in manu, pectus pectori iungebatur.

dłoń splatała się z dłonią, pierś przylgnęła do piersi.

Oculi loquebantur, quod verba celabant

Oczy mówiły to, co słowa musiały ukrywać.

Cupido instabat, sed honestas retinebat.

Kupidyn naciskał, ale uczciwość go powstrzymała.

Oscula mille dedit, mille accepit,

Dawał jej tysiąc pocałunków i tysiąc przyjmował,

nec sat erat labiis, sed ora manusque -

a nie wystarczały już same usta —

in mutuum certamen ibant.

twarz i dłonie wchodziły w coraz śmielszą grę.

Ardebat amor, pudor tamen repugnabat.

Miłość płonęła, choć wstyd jeszcze stawiał opór.


Kim faktycznie była mężatka Lukrecja, nie wiadomo, ale Eurial to bez cienia wątpliwości Eneasz. Pierwowzorem Euriala jest Euryalus z Eneidy Wergilusza, imię etymologicznie rozumiane jako „człowiek szerokiego świata”, jakim Eneasz był stuprocentowo. Pisał o sobie. Był wszędzie (prawie), widział wszystko (niemal), doświadczył pełni wszelakich doznań i w formie eleganckiej sugestii wyrażał to co Boccacio erotyzował całkiem dosłownie, o czym czytajcie na stronach numer 128+ w „Opowieści dziesiątej” Dekamerona. Sto lat później przyszły papież erotyzuje z konsekwentną niedosłownością. Koncentruje się na pocałunkach, dotyku dłoni, bliskości ciał. Jego słowa budują obraz cielesnej obecności, nie przekraczając jednak granicy dosłowności. Ma to podwójny efekt - wzmacnia napięcie erotyczne, ale jednocześnie przenosi punkt ciężkości z fizjologii na doświadczenie emocjonalne, czyniąc ten utwór proto-powieścią i zarazem zapowiedzią tego co w literaturze nadchodzi. 

Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini, ten parvus nomine – magnus gloria („mały z imienia, wielki sławą”) urodzony w stosunkowo zubożałej gałęzi rodu, został jedną z najważniejszych postaci Europy XV wieku.

Kto doczytał do kropki powyżej dostaje bonus, to znaczy informację o możliwości przeczytania po polsku o przedpapieskich amorach przyszłego papieża. Powyżej „zadomowiłem” już fakt, że on sam jest zarówno autorem jak i postacią z utworu, jakby autoportretem samego siebie z okresu figlarnego.
Tym bonusem jest informacja, że oryginalny przekład z końca XVI w. utworu Historia de duobus amantibus Piccolominiego w tłumaczeniu Krzysztofa Goliana na język polski zachował się w jedynym istniejącym egzemplarzu i znajduje się w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu.  Golian przerobił tekst łaciński na wiersz trzynastozgłoskowy z rymami, inspirowany językiem Jana Kochanowskiego i zatytułował Historyja piękna o miłości Euriala z Lukrecyją. Komu Wrocław nie podrodze, niech szuka w Internecie - podobno istnieją nieoficjalne e-booki / pliki PDF pod tytułami typu Opowieść o miłości Euriala i Lukrecji.


********************************************

PIUS II

In Corsignano, in the Tuscan natural-cultural region of Val d’Orcia, on October 18, 1405, Pius II was born—the future pope, who would be elected to the Chair of Saint Peter fifty-three years later. During his years of education and for most of his life, Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini, as he was called before his election as pope, had no intention of joining the clergy, and even less did he plan to become Holy Father.

He matured physically while working with his father for the welfare of the family. His character and psyche were shaped as he supported his mother while she escorted fifteen of her children—his brothers and sisters—to the cemetery. Intellectually, he formed himself first by reading whatever came to hand, and later by eagerly absorbing humanities and civil law at the universities of University of Siena and University of Florence.

Yet it is not his biography that constitutes the main subject of this article. Rather, it concerns the somewhat untamed thoughts of a man who was the father of an illegitimate son and other children, who traveled a long road from passion to spirituality, and who dreamed of founding a papal dynasty—a dream that never came to pass, though it came very close to being realized.

Aeneas lived like the hero of a Renaissance novel, wrote like a humanist, loved like a poet—and then became the head of the Church. In his autobiography, the Commentarii, written in the third person, he noted that “Aeneas in his youth was not worthy of the priesthood; only later did he understand how wretched his former passions had been.”

In March 1446, at the age of forty, Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini was ordained a priest—more precisely, a subdeacon of Vienna and a lecturer in ancient poetry at the University of Vienna. This lowest of the major orders in the Catholic Church authorized him to prepare everything for the Eucharist, namely carry the chalice of wine to the altar, and read the Apostolic Epistles from the lectern.

The transformation that occurred in him—given his almost organic lack of inclination for divine service—may perhaps be understood as a kind of bureaucratic burnout after years spent as an imperial, papal, and even anti-papal secretary. These frequent shifts of personal loyalty to whichever authority he happened to serve must have increasingly weighed on the moral backbone of the nobleman Piccolomini of three names. He therefore exchanged the glitter of courtly life for ecclesiastical asceticism, for it was the Church that guaranteed real power.

Yet this exchange lasted only 409 days, after which he donned the bishop’s mitre of Trieste. He did not have to wait long for the cardinal’s hat; before Christmas 1456 he was already wearing it. At the same time he acquired the bishopric of Siena, and soon afterwards—owing to his pro-Teutonic sympathies—also the bishopric of Warmia, with its seat in Lidzbark Warmiński—which, incidentally, he never visited, though it was certainly a place worth seeing.

As for the papal tiara, he waited barely a year and a few days longer for it. From today’s perspective, it was a career like a high-speed express—a model trajectory for the Church of that era—culminating in his election as Pope Pius II.

Digression on youthful cardinals 
The Church has a long history of the lightning-fast careers of Renaissance cardinals, who were not infrequently appointed while still early teenagers and who, within the next 8–20 years, could ascend to the Chair of Peter. However, the modern popes have typically followed lenghty, slow paths to the summit, with a usual span of about 40–55 years between their first ordination and the papacy.

Returning to Aeneas, we know that he was strongly drawn to knowledge—so much so that, upon reaching what today we would call high-school graduation age, he slipped away from home and set out into the world. An eighteen-year-old with imagination and a bit of money in his pocket—perhaps not enough for a life of outright debauchery but certainly possessing a magnetic pull for lively young women—was a perfect recipe for numerous adventures in the domain governed by Venus and Eros. The details have dissolved into the ether of those times, yet the post-formative twenty years of the future cleric’s life can be inferred retrospectively from the results of the closing phase of that period.

It was a dynamic time, particularly with regard to antiquity in its literary form. The future pope fell simultaneously under the spell of Horace, Virgil, and Ovid, almost as if anticipating the later motto popularized by the Polish Old Gentlemen's Cabaret (Kabaret Starszych Panów)
Together, together, hand in hand,
So that the power of desires may be overcome 
whom in his writings he imitated most fruitfully—that is, the ancient gentlemen, not the cabaret performers. And since we are already speaking of infatuations and fruitfulness, it must be said that he drew most effectively on these classical models in his two greatest works of that period: Chrysis and Historia de duobus amantibus. Both were, to a large extent, records of abundant personal experience.

In other words, Aeneas amused himself while exploring emotions and interpersonal relationships within the courtly milieu. He did so with grace but also with vigor, fathering two children—and perhaps a third, who was attributed to him on the basis of probabilities drawn from the content of his writings, which were not so much autobiographical as deeply erotic in character. It is almost surprising that, apart from the second son conceived in Strasbourg, he was not credited with another seven offspring besides.

Digression on children 
The daughter was born to a Scottish mother with whom Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini had a brief relationship in 1435–1436 during a diplomatic mission to the court of James I of Scotland. In the Commentarii, writing in the third person, he reports it in these words:

Habuit ex ea filiam, cui postea dotem dedit; nec solum ex hac, sed ex aliis quoque mulieribus liberos suscepit.  (“He had a daughter by her, to whom he later gave a dowry; and not only by her, but also by other women did he have children.”)

He mentions the daughter with a note of melancholy, as a child who remained far away in a foreign and harsh land—cold, wild, filled with mists, winds, and unfriendly roads—where, as he wrote, “nature is harsh, and the people even harsher.” During his stay there he himself painfully experienced hunger, cold, discomfort, and danger, and he paid for that sojourn with health problems that troubled him for the rest of his life. Into his Scottish misery a little warmth was brought only by the child’s mother, although we do not even know their names—something quite typical of Renaissance discretion.

We know nothing more about her, and even less about the somewhat older son. In general, it may be assumed that Giovanni (or Antonio) died young, probably before attaining any notable social standing. He played no role in politics or in ecclesiastical structures and was not promoted by his father after his election to the papacy as Pope Pius II. This lack of papal benefices for his son is striking when compared with the nepotism practiced by other fifteenth-century popes.

Instead, he compensated in another way: he adopted the son of his sister, Francesco Todeschini Piccolomini. Through dynastic and heraldic adoption he made him the heir of the family line, granting him the right to the coat of arms and the Piccolomini name as Francesco de Piccolominibus. When Francesco turned twenty-one, Pius II appointed him cardinal deacon of the Roman Sant'Eustachio for the next forty-three years, and then he himself became Pope Pius III—but only for twenty-six days, for an ulcer on his leg soon carried him, unfortunately childless, to the gates of Saint Peter.

From this it clearly follows that it was Aeneas who bungled the matter of founding a dynasty. Instead of pushing the young man toward courting girls—as he himself had done in his years of youthful escapades—he sent the virgin straight into the ranks of the cardinals. All it would have taken was to take the lad for a walk and stop wherever the art of eroticism and profane love gawked from the walls of antiquity, both in word and picture. Perhaps Francesco would have caught the hint. And if not—what about the youthful writings of Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini, full of sensuality and desire, embodied in Chrisis, a literary figure of feminine beauty that attracts like χρυσός—gold?

Reading it, the youngster would not have suffered any shock, for the text is not pornographic in language. On the contrary: Aeneas—then still only the future Pope Pius II—subjects corporeality to aestheticization, fragmentation, and rhetorical celebration. In this way, the boy—also a future pope—instead of prematurely submitting to the will of God, might experience the gurgling of blood in the loins which would be appropriate to his age and become a cardinal twenty years later, like his own uncle. Unfortunately, Francesco Todeschini Piccolomini apparently read only the Bible and the Psalms rather than Chrisis or his uncle’s Historia de duobus amantibus, which tells the love affair of Lucretia, a married woman from Siena, with Euryalus, a young man from the entourage of the Duke of Austria.

Lucretia—very likely a lover of Aeneas himself—bears a name that deliberately evokes the classical model of feminine virtue and marital fidelity (pudicitia), her prototype from Ab urbe condita by Livy. The ancient Lucretia commits suicide after rape in order to preserve her honor. But fifteen hundred years later—was pudicitia still the moral cornerstone in Siena?

Judge for yourselves:

The future Pope Pius II — Historia de duobus amantibus.

Haerebat complexibus, nec discedere volebat;

He remained in her embrace and did not wish to part;

manus in manu, pectus pectori iungebatur.

hand intertwined with hand, breast pressed to breast.

Oculi loquebantur, quod verba celabant

Their eyes spoke what words had to conceal.

Cupido instabat, sed honestas retinebat.

Cupid urged them on, yet honesty held him back.

Oscula mille dedit, mille accepit,

He gave her a thousand kisses and received a thousand in return,

nec sat erat labiis, sed ora manusque -

and the lips alone were no longer enough—

in mutuum certamen ibant.

face and hands entered an ever-bolder play.

Ardebat amor, pudor tamen repugnabat.

Love burned fiercely, though modesty still resisted.

The identity of the married woman, Lucretia, remains unknown, but Euryalus is undoubtedly Aeneas himself. Euryalus is based on the figure of Euryalus from Virgil's Aeneid—a name etymologically understood to mean "man of the world," which Aeneas certainly was. He was writing about himself. He had been almost everywhere, seen nearly everything, experienced the full spectrum of sensations, and expressed it in elegant suggestion—precisely where Giovanni Boccaccio eroticized things quite directly, as one may read beginning around page 128 of the Tenth Tale of the Decameron.

A century later, the future pope eroticizes with consistent indirection. He focuses on kisses, the touch of hands, and the closeness of bodies. His words construct an image of physical presence without crossing the boundary into explicitness. This has a double effect: it heightens erotic tension, yet at the same time shifts the center of gravity from physiology to emotional experience, making the work a proto-novel and, at the same time, a foreshadowing of what was soon to come in literature.

Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini, that parvus nomine – magnus gloria (“small in name, great in glory”), born into a relatively impoverished branch of his family, became one of the most important figures of fifteenth-century Europe.

Whoever has read to the period dot above deserves a bonus—namely, information about the possibility of reading in Polish about the pre-papal amorous adventures of the future pope. As already noted, he is both the author and the protagonist of the story, almost like a self-portrait of himself from his playful years. This bonus is the original Polish translation from the late 16th century of Enea Silvio Piccolomini's "Historia de duobus amantibus" translated by Krzysztof Golian. It survives in a single known copy, held at the University of Wrocław Library. Golian transformed the Latin prose into thirteen-syllable rhymed verse inspired by the language of Jan Kochanowski, giving it the title Historyja piękna o miłości Euriala z Lukrecyją (“A Beautiful Tale of the Love of Eurialus and Lucretia”). Those for whom Wrocław is too far away should search the internet—unofficial e-books or PDF files reportedly circulate under titles such as Opowieść o miłości Euriala i Lukrecji (“The love story of Eurial and Lucretia”).






  P I U S   I I Papież Pius II kanonizuje Katarzynę z Sieny For English version, please scroll down Osiemnastego października 1405 roku, w C...